Oldschoolowa mądrość, świeżość małolatów – KiKi/KeKe jest po środku, wiesz? Zarapował kiedyś Kękę w „#Hot16Challange”. Właśnie to zdanie można bezpiecznie odnieść do najnowszej płyty „To tu”. Radomski raper przefiltrował przez własną wrażliwość, to wszystko co inni mają za oldschoolnewschool.

  W 2016 roku została wydana ostatnia część tryptyku „Rzeczy”. Na „To tu” mieli pojawić się w końcu goście, a sam album miał odbiegać od pozostałych. W ten sposób powstała „rodzinna” płyta. Pierwszy singiel „Cesarz” zwiastował nadchodzącą tematykę: Moja kobita to moja ekipa, moje chłopaki to jest moje crew/Działam i mnożę kapitał, ludzki i płyty w Empikach, właśnie to dzieje się tu. Kękę postanowił wydać album o najważniejszej dla siebie tematyce – rodzinie, a ww. utwór okraszony został nowoczesnym bitem produkcji Boryrobibity.

  Familijny klimat płyty, Kękę uzupełnił o utwory silnie nacechowane emocjonalnie. „Rutyna”, „Samson”, „Serce Matki” to pozycje autobiograficzne, które wnoszą powiew „Trzecich Rzeczy”. Zwłaszcza utwór otwierający płytę zasługuję na uznanie, gdyż rutyna, która dla wielu jest negatywnym zjawiskiem zostaje przekuta na coś zbawiennego (Tylko rutyna znowu daje mi spokój/Tylko rutyna znowu pozwala mi w lustrze nie widzieć tych szalonych oczu). Pozytywne nastawienie to kolejne wyróżnienie płyty, która działa lepiej, niż niejeden coach. Gdy Kękę uporał się z alkoholizmem zaczął zdrowy tryb życia i co jakiś czas przypomina o tym w swoich utworach. W „Rutynie” (Dla siebie gotuję, efekty jest widać/Lubię kontrolę – starannie dobieram co płynie mi w żyłach) i „Awdgb” zwraca uwagę na odpowiednią dietę (Jemy też keksy, co ty? Dieta!/Żyła jest niezła, nawet woda jest słodka jak redu wjeżdża). Utworu stricte o siłowni nie ma, są natomiast liczne wzmianki i nawiązania, dlatego zadowolony będzie każdy kto potrzebuje dodatkowej motywacji przy ćwiczeniach.

  Od listonosza do rapera, taką historię Kękęgo każdy pamięta. Raper dzieli się kolejnymi etapami swojego życia. Odpowiada na krytykę („Zoba, zoba”), spogląda wstecz („Na dłoni”), odrzuca blichtr pieniądza („Nigdy ponad stan”). Jednocześnie nie stawia samego siebie w świetle mentora. Na płycie nie brakuje też głębszej refleksji nad życiem („Nie pytaj mnie o nic” oraz bonusowy utwór dostępny w wersji preorderowej). Warto odnotować, że album jest w całości pozbawiony przekleństw, co jest zaskoczeniem, znając kulturę hip-hopu.

https://www.youtube.com/watch?v=4SxYxzndyGY

  Jest to czwarty album rapera, ale pierwszy z gośćmi. Jednym z nich jest syn – Jaś, co idealnie obrazuje rodzinny charakter krążka. Dziecięce „Awdgb” zostało nagrane na zasadach niemelodycznego wypowiadania słów w minimalistycznej oprawie. Kolejnym gościem jest Andrzej Grabowski, który swoim niskim, szorstkim głosem dodaje odpowiedniej melancholii do utworu „Na dłoni”. W „Brzmieniu” pojawia się Sarsa, która uzupełnia w popowym stylu refren i jednocześnie przerywa oldschoolowe bity. Ostatnim gościem jest Białas w utworze „Zoba, zoba”, który jest „najbardziej rapowym” kawałkiem na płycie.

  Od strony muzycznej, płyta „To tu” nie jest jednolita. Pojawia się wielu producentów, co poskutkowało różnorodnością stylistyczną. Dodatkowo niektóre z utworów są wzbogacone dźwiękami gitary. Na płycie jest wiele tradycyjnych bitów (m.in. „Samson”, „Nie pytaj mnie o nic”, „Idzie wiosna”), ale pojawiło się też wiele kawałków, które są chwytliwe w duchu nowszej stylistyki. Najlepiej to słychać w „Zrobiłeś to chłopak” oraz na „Cesarzu”.

  Wokal Kękę też przeszedł zmiany; melodyczny w refrenie „Nic dodać, nic ująć”, humorystyczny, przedłużający sylaby w „Zrobiłeś to chłopak”, odpowiednio stonowany w „Idzie wiosna” oraz o silnej stanowczości w „Rutynie”. Mastering poszczególnych utworów został z dbałością o szczegóły wypracowany. Podbicia głosu, teksty w tle, przerwy, rozmycia – wszystko dopieszczone. Pojawiają się też w dwóch utworach scratche. W „Sercu matki” autorstwa Dj’a Mono oraz w „Nie pytaj mnie o nic” Dj’a Vazee. Od strony realizacyjnej nie sposób się przyczepić.

  Krytycznie na płytę można spojrzeć pod kątem kontynuacji autotematyzmu „self-mana” z poprzednich płyt oraz ustawienie się na rozstaju dróg oldschoolunewschoolu (moim zdaniem to nie wada). Wątpliwy wydaje się natomiast dobór Sarsy jako gościa, pomimo że łączenie rapu z popem nie jest już żadną nowością, to jednak pewien dyskomfort dla słuchacza nie gustującego w popie pozostaje. Ludzie, którzy uwielbiają porównywać poszczególne albumy zauważą, że niektóre utwory są zbliżone do siebie, i tak odpowiednikiem „Rutyny” może być „Presja” z poprzedniej płyty, a bonusowy utwór z wersji preorderowej zbliżony jest do „Podobno”.

  Zostawiając za sobą takie wątpliwości, warto skupić się na nowym krążku Kękę i go w całości przesłuchać. Będzie on idealnym kompanem dla kogoś kto zechce usiąść i zastanowić się nad paroma sprawami, ale też dla tego, kto o 6:00 rano ubiera buty i idzie biegać do parku. Po każdym albumie odpuszczam muzykę/I skupiam na pracy nad sobą/Wykuwam charakter, ciało i umysł zawsze tak półtora roku. Czekamy na dalsze przemyślenia za półtora roku, a tymczasem „To tu”.

http://takierzeczy.com/wp-content/uploads/2018/03/totustandard.jpg

Maciej Szymkowiak

Tagged with:
 
Set your Twitter account name in your settings to use the TwitterBar Section.