|
Tyle się dziś mówi o tym, że pracodawcy wymagają przede wszystkim doświadczenia. Nawet od świeżo upieczonych absolwentów. Aby wyjść naprzeciw powstałemu problemowi stworzono właśnie system obowiązkowych praktyk.
Na wielu kierunkach nieodłącznym elementem studiów są tzw. "Praktyki studenckie". W założeniu ten 2-5 tygodniowy staż w adekwatnej do kierunku placówce zapewnić ma niezbędne, praktyczne przygotowanie do zawodu. Cóż, w wielu przypadkach system ten niestety się nie sprawdza.
Tyle się dziś mówi o tym, że pracodawcy wymagają przede wszystkim doświadczenia. Nawet od świeżo upieczonych absolwentów. Aby wyjść naprzeciw powstałemu problemowi stworzono właśnie system obowiązkowych praktyk. Dzięki temu absolwent może pochwalić się zarówno dyplomem, jaki i nabytym w trakcie owego stażu doświadczeniem. Uczelnie jęły podpisywać umowy z różnorakimi instytutami, instytucjami, departamentami etc, które w zamian za darmową siłę roboczą zobowiązywały się nauczyć adeptów danego rzemiosła niezbędnych umiejętności. W praktyce, stażysta wałęsał się nierzadko bez celu po miejscu pracy, stawał się "zapchajdziurą" zajmującą się tym, co akurat się nawinęło, lub nawet jego rola sprowadzała się do przysłowiowego "parzenia kawy". Znam przypadek studentów-praktykantów zaprzęgniętych do przeprowadzania remontu w placówce, w której swe umiejętności mieli nabywać, gdyż akurat w okresie, w którym zostali tam przez uniwersytet skierowani, odbywał się tam remont. Bardzo często też sami studenci traktują praktyki jako zło konieczne, które trzeba odbębnić i kombinują, jak robić, żeby się nie narobić. Są też tacy, którzy załatwiają sobie po znajomości świstek z odbycia praktyk, zanoszą na uczelnię i mają spokój. Jaki jest w takim razie sens wprowadzania obowiązkowych, niemalże zawsze bezpłatnych praktyk? Ambitni studenci i tak próbują załatwiać sobie praktyki indywidualnie, często w wymiarze godzin przekraczającym wymaganą w programie studiów pulę. Zdają sobie oni bowiem sprawę, że praktyki odbywa się nie po to, żeby skończyć studia, ale po to, żeby zwiększyć swoje szanse na sensowne zatrudnienie. Bardzo dobrze, jeśli uczelnia pomaga w zdobyciu potrzebnego doświadczenia. Sądzę jednakże, że lepiej byłoby, gdyby uczelnie pośredniczyłyby przedstawiając oferty placówek, które rzeczywiście potrzebują praktykantów. Te zaś trafiałyby do studentów, którym na tych praktykach rzeczywiście zależy. Myślę, że podniosłoby to jakość praktyk i byłoby z korzyścią zarówno dla studentów, jak i "stażodawców". Być może zmieniłoby się też dzięki temu podejście do praktyk i wzrosłaby świadomość, że lepiej jednak coś robić niż nic.
Stare porzekadło mówi, że z niewolnika nie ma pracownika. Tutaj również znajduje swoje zastosowanie. Dlatego właśnie system praktyk studenckich nierzadko przypomina "praktykę robotniczą" - jeden z wielu genialnych wynalazków PRL - u. No chyba że w dzisiejszych czasach również głównym celem praktyk jest zapewnienie wszystkim studentom "nadbudowy".
Zdjęcia:
http://lublin.euczelnia.com/x.php/1,67/Praktyki-studenckie.html
http://koloimet.wpk.p.lodz.pl/gdziebylismy/main.htm
Kacper Dziekan
Zobacz także na portalu Kontra:
|