| Śniegu mi trzeba! |
| Wpisany przez Katarzyna Potasznik | |||
| czwartek, 01 grudnia 2011 22:36 | |||
|
Zły humor, zmęczenie, brak energii i „nicmisieniechcenie” podparte marzeniem o kocu, czekoladzie i telewizorze. Znacie to? Wstaję. Jest ciemno. Godzina 6:37 nie nastraja mnie pozytywnie, ale nie analizuję tego, tylko w transie zmierzam do łazienki. Śniadanie, autobus, zimno. Idę i myślę: co ja tu robię, przecież moje łóżko jest tam…
Cóż tam jest napisane? Właśnie to! Te chmury, które są niżej. To paskudne zimno i ochota na zabunkrowanie się w łóżku i przespanie wszystkiego. Nagle okazuje się, że to normalne. Naukowcy to odkryli, nie jestem sama. Jest to tzw. listopadowy* spleen czy SAD- seasonal affective disorder. A w artykule obarczeni winą zostają nasi przodkowie, którzy niepotrzebnie przybyli z Afryki do Europy – nasze miejsce jest tam: gdzie jest ciepło i jasno, bo tego pierwotnie potrzebujemy. Okazuje się więcej. Nasz organizm w tym czasie się przestraja i próbuje przystosować się do zimy: wydatkuje mniej energii, ogranicza zbędną aktywność i skupia się na zachowaniu ciepła. Toteż ewentualny przyrost tkanki tłuszczowej również jest usprawiedliwiony! Dalej jest tylko lepiej: czekolada. Ona dostarcza nam tryptofanu (aminokwasu potrzebnego do produkcji serotoniny) i dwa wnioski, których przeczytanie doprowadziło mnie do euforii: Sensem życia w listopadzie jest spanie, jedzenie i ciepło; Nie ma wyjścia – żeby zimą być szczęśliwym trzeba jeść. Rozwiązaniem zaproponowanym dla osób będących w tym stanie jest natomiast jednoznaczne: przeczekać.
Jednak nie to jest dla mnie najważniejsze. Otóż, nie mam pojęcia, dlaczego tak utożsamiłam się z czymś, czego nigdy wcześniej w tym okresie nie miałam, ale skuteczne tego zdiagnozowanie sprawiło, że przeszło mi natychmiast. To wprost niesamowite. Niemniej jednak ta obecna aura pogodowa „suchego zimna” powinna jak najszybciej zostać otulona puszystym śniegiem. Tęsknię za jego skrzypieniem pod butami, ośnieżonymi drzewami i tym mrozem, który w połączeniu z białym puchem nie jest taki nieznośny.
* Odczuwam lekką dezaktualizację w pisaniu o listopadzie, natomiast śnieg jeszcze nie spadł, jesień trwa, a być może ktoś do teraz tkwi w podobnym stanie. Katarzyna PotasznikZobacz także na portalu Kontra:
|












Dalej się kręci: lepiej lub gorzej – dzień kolejny marazmu mija. Próbując przeanalizować o co chodzi, skoro zwykle mi się chce, jest pozytywnie i mam energię, zastanawiałam się, czy tak już zostanie. I pewnego dnia, zupełnie niespodziewanie, jadąc pociągiem, trafiam na artykuł „Sezon na smutek” w tygodniku Wprost (Wprost nr 47/2011).
Pobierz pierwszy numer papierowej Kontry!