| Kryzys krąży nad Atlantykiem |
| Wpisany przez Piotr Byczko | |||
| wtorek, 22 listopada 2011 12:45 | |||
|
Kryzys szczerzy zęby już grubo ponad rok, i chociaż w Polsce nie jest jeszcze najgorzej, to już narzekamy na problemy ze znalezieniem pracy, wzrost cen, a sam nasz stary-nowy pan premier ogłasza, że czas zacisnąć pasa. Jak zawsze w dobie kryzysu ekonomicznego, dochodzą do głosu prorocy upadku kapitalizmu i nastania nowej ery, w której każdemu będzie dane według jego potrzeb. Ciekawe, że winę za katastrofę ekonomiczną ponoszą oczywiście kapitaliści, których wpływ na politykę gospodarczą państw zachodniej Europy i USA od dawna systematycznie maleje. Mówi się, że kryzys jest w kapitalizmie zjawiskiem normalnym, i jest to prawda. Cały problem polega na tym, że służy on „oczyszczeniu” rynku z elementów, które go obciążają. Wiadomo, że w państwie demokratycznym wyborcy na ogół cenią sobie stabilność i bezpieczeństwo. Wobec tego te „słabe”, „niewydolne”, czy „obciążające” rynek elementy są chronione przez rząd. Politycy zaś, walcząc o stołki, prześcigają się w staraniach by odwlekać ekonomiczny „dzień sądu” tak długo, jak to tylko możliwe.
W ten sposób kryzys, który koniec końców nadejść musi, jest dużo bardziej dotkliwy i długotrwały, niż byłby w warunkach tego krwiożerczego i nieokiełznanego systemu, jakim jest kapitalizm. Reagując na niego, politycy starają się dalej utrzymywać stabilność kosztem sytuacji gospodarczej, zalewając banki pieniędzmi. W związku z tym te nieefektywne, lub nawet żerujące na naiwności klientów, nie ponoszą drastycznych strat i kontynuują swoją działalność. Jak widzimy odwlekany w nieskończoność kryzys już nadszedł, natomiast jego odżywcze działanie jest blokowane przez władze. Co ciekawe, działania polityków powodują jednak eskalacje niezadowolenia wśród obywateli, bowiem to oni zostali najbardziej dotknięci kryzysem, podczas gdy najbogatsi, w większości, wychodzą z niego niemal suchą nogą. Pojawiają się więc Oburzeni.
Niestety, ludzie którzy wyszli na ulice wielkich miast zachodu, nie różnią się w swoich postulatach od szefów banków. Podobnie jak oni, oczekują od rządu chleba i igrzysk, czyli w wersji uwspółcześnionej: kredytów i socjalu. Są to bowiem dwa czynniki które tak długo trzymały ich życie na tak relatywnie wysokim poziomie. Pieniędzy jednak nie można pożyczać w nieskończoność, podobnie jak żadne państwo, pozbawione tak gigantycznych dochodów „z natury” jak np. Norwegia, nie jest w stanie utrzymywać swojego społeczeństwa „ot tak”.
Kryzys krąży nad Europą, długi państw i podatki rosną, świadczenia socjalne stają pod znakiem zapytania, niezadowolenie rośnie i cały ten wspaniały świat, w stronę którego dryfuje Polska, zaczyna trzeszczeć. Winą za tę sytuację należy jednak obarczyć nie kapitalizm, a kolejną próbę zbudowanie utopii. Utopii, w której wszyscy będą się bogacić jak kapitaliści, jednocześnie mając zabezpieczenia socjalne rodem z państwa socjalistycznego, fundowane za pożyczone pieniądze. Niestety, na wierzycieli się w tym wypadku nie głosuje, a i przestraszyć ich protestami będzie ciężko. Piotr ByczkoZobacz także na portalu Kontra:
|














Pobierz pierwszy numer papierowej Kontry!