|
Głównym tematem pierwszolistopadowego święta są dziś imprezy halloweenowe czy wypadki na drogach. Zupełnie nie zwraca się uwagi na zachowania, czy tendencję do kształtowania pewnych postaw wśród ludzi odwiedzających groby. A to równie interesujące zjawisko...
Co roku z okazji Święta Wszystkich Zmarłych (oraz Świętych) przez ziemię naszą ojczystą przewalają się dyskusje o współczesnym charakterze tegoż święta. Część katolików podnosi larum, że dzieciarnia uległszy popkulturowej amerykanizacji nieświadomie czci szatana. Bawiąc się w Halloween oczywiście. Policja ogłasza kolejną edycję „akcji znicz” na drogach. Knajpy reklamują coraz to wymyślniejsze imprezy, etc. Niewiele się jednak mówi o najpospolitszym elemencie tego święta, czyli odwiedzaniu grobów.
A to co roku dostarcza ciekawych zjawisk. Wszakże to jeden z nielicznych momentów, kiedy zbiera się cała rodzina. Można urządzić sobie wycieczkę z kamerą na cmentarz i uwiecznić, jak to rodzinka wspólnym czynem grób przystraja, niczym choinkę. Można porobić sobie zdjęcia nad gotową już mogiłą i wrzucić potem na fejsa, co by znajomi widzieli. Najlepiej się jeszcze oznaczyć. I dziadka zmarłego też. Z tym strojeniem grobów to także ciekawa sprawa. Zdarzyło mi się zasłyszeć dialog w stylu:
– Zobacz, jakie te wszystkie groby ładnie udekorowane. My też musimy się postarać. – No, bo będzie wstyd.

Rzeczywiście, najważniejsze to dorównać sąsiadom. Sprzedawcy zniczy i kwiatów zacierają ręce, bo wszyscy chcą i muszę mieć coraz więcej i więcej. Zresztą, nie tylko sprzedawcy tych produktów. W małej miejscowości w lubuskiem, w której zdarzyło mi się być „na grobach” w tym roku, obok zniczy i kwiatów kupić można także popcorn, watę cukrową, czy gofry. Pamiętam ten asortyment zresztą z świątecznych wypadów w to miejsce z lat dziecięcych. Jak widać interes się kręci cały czas. Znudzone dzieci, zmuszane do klepania modlitw, których i tak nie rozumieją mają przynajmniej radochę. Jest dla nich jakiś cel w tej wyprawie na groby. Choć przyznać muszę, że widok bud z przekąskami rodem z wesołego miasteczka porozstawianych przy wejściu na mały cmentarz robi wrażenie.
Z drugiej strony, w dużych miastach też wygląda to fajnie. Te ogromne nekropolie, w których nierzadko nie sposób się odnaleźć. Z własnego doświadczenia po takim Gdańsku na przykład to widzę. Te tabuny ludzi ciągnące od samego rana. No bo jeśli nie wyruszy się rano, nie zdąży się obskoczyć wszystkiego. Zakorkowane ulice, ciągłe zniecierpliwienie i odliczanie, kiedy się to wreszcie skończy. Dopiero wieczorem można odetchnąć z ulgą. Fajrant. Nie trzeba już sprawiać wrażenia.
Kiedyś chyba chodziło po prostu o to, żeby oddać szacunek zmarłym. Oczyścić grób. Zapalić świeczkę. Tylko tyle. Chyba dlatego część ludzi decyduje się wybrać „na groby” w innym terminie. Można uniknąć tego całego cyrku. A że akurat w ten, jedyny i słuszny dzień groby ich zmarłych nie będą lśnić wszystkimi kolorami tęczy, tak jak groby sąsiednie... Cóż, najwyraźniej nie dla wszystkich jest to istotne.
Kacper Dziekan
Zobacz także na portalu Kontra:
|