KontraTV - Telewizja Studentów UAM

http://kontra.poznan.pl/templates/kontra2/images/logowanie.jpg



Dzisiaj jest 22 maja 2012. Popularne hasła: Kontra, UAM, telewizja studencka, studenci, Poznań.
Piękna pomyłka
Wpisany przez Norbert kowalski   
niedziela, 11 grudnia 2011 11:08

Przyznam szczerze, że zwolnienie Daniela Castellaniego z funkcji trenera reprezentacji Polski uważałem za błąd. Sądziłem, że każdemu należy się druga szansa, zwłaszcza biorąc pod uwagę zdobycie mistrzostwa Europy w 2009 roku. Obawiałem się również, czy nowy trener będzie w stanie dotrzeć do zawodników i w ciągu krótkiego czasu ponownie zakorzenić w nich wiarę w sukces.

Okazało się, że bardzo się myliłem. Andrea Anastasi odmienił polskich siatkarzy i znowu wprowadził nas na podium światowych imprez. Muszę uderzyć się w pierś i powiedzieć gromkie „przepraszam” za brak początkowego zaufania. Mamy już koniec roku, więc nadeszła pora na podsumowanie jego pracy. Najlepszym wyznacznikiem sukcesu Anastasiego jest fakt, iż w jednym roku trzykrotnie doprowadził nasz zespół do podium wielkich imprez. Jest to wyczyn bez precedensu, gdyż nigdy wcześniej Polacy nie byli w stanie nawet dwukrotnie w ciągu roku stanąć na podium światowych turniejów. Jednak zacznijmy od początku.

23 lutego 2011 roku Włoch został nowym trenerem polskich siatkarzy. Najważniejszą imprezą sezonu miały być Mistrzostwa Europy, a ponadto wymagano także dobrego rezultatu w rozgrywkach Ligi Światowej. W pierwszych spotkaniach z Anastasim w roli selekcjonera Polacy zagrali towarzysko z Rosją. Zwycięstwo i porażkę oceniono pozytywnie, zwłaszcza biorąc pod uwagę styl gry oraz etap przygotowań do najważniejszych imprez.

Zaledwie tydzień później (28 maja) biało-czerwoni rozegrali pierwsze spotkanie w Lidze Światowej. Anastasi w tegorocznych rozgrywkach pozwolił odpocząć wydawałoby się kluczowym zawodnikom, takim jak Wlazły, Pliński, Zagumny, Winiarski. Okazało się, że i bez tych graczy Polacy byli w stanie dwukrotnie pokonać mistrzów olimpijskich (Amerykanów), bez problemu ograć Portorykańczyków i postawić trudne warunki Brazylijczykom. Turniej finałowy odbył się w gdańskiej Ergo Arenie, dlatego też biało-czerwoni mieli w nim zapewniony udział. Mimo wszystko pojawiały się opinie, że sportowo odstajemy od pozostałych drużyn i nie zasługujemy na rywalizację w Final Eight. Jednak przez całą fazę interkontynentalną nasz zespół wciąż się zgrywał i nabierał pewności siebie oraz doświadczenia, które zaprocentowało już w Gdańsku.

Na początku rywalizacji Polacy po tie-breaku ograli Bułgarów, następnie gładko ulegli Włochom i w meczu o wszystko pokonali po niesamowitym pięciosetowym dreszczowcu Argentynę. Awans do półfinału kosztem Włochów i Bułgarów stał się faktem. Tam czekał na nas sąsiad zza wschodu – Rosja. Rosjanie mimo oporu biało-czerwonych wygrali 3-1 i awansowali do finału, w którym pokonali Brazylijczyków po niezwykle emocjonującym spotkaniu 3-2. Polakom pozostał mecz o trzecie miejsce, w którym ponownie zmierzyliśmy się z Argentyńczykami. Tym razem już bez większych kłopotów pokonaliśmy Albicelestes 3-0, osiągając jak dotychczas największy sukces w rozgrywkach Ligi Światowej.

Sukces w Lidze Światowej został odebrany jako zapowiedź dalszej owocnej pracy Anastasiego z kadrą. Wszyscy zaczęli wierzyć, że na mistrzostwach Europy, które już we wrześniu miały się odbyć w Austrii i Czechach Polacy także osiągną podium. Nasze nadzieje zostały podsycone po sparingach z Francją w Ostrowcu Świętokrzyskim. Polacy i Francuzi rozegrali dwa mecze i podzielili się zwycięstwami.

Jednak nastroje pogorszyły się wraz z Memoriałem Huberta Wagnera. Polacy przegrali wszystkie mecze i zajęli ostatnie miejsce, prezentując fatalną grę. To spowodowało, że nie wiedzieliśmy czego tak naprawdę możemy spodziewać się po biało-czerwonych na zbliżającym się czempionacie.

Na inaugurację turnieju pokonaliśmy Niemców 3-1. Następnie w takim samym stosunku ulegliśmy Bułgarom oraz Słowakom. Zwłaszcza porażka z naszymi południowymi sąsiadami wzbudziła wiele kontrowersji. Mówiono, iż była ona celowa, aby w kolejnych rundach trafić na łatwiejszych przeciwników i uniknąć błędu z mistrzostw świata w 2010 roku. Nawet sam Anastasi tego nie zaprzeczał i powtarzał, że liczy się ostateczny wynik. A ten jak okazało się kilka dni później był niesamowity. Biało-czerwoni w kolejnych spotkaniach bez większych kłopotów pokonali  Czechów i Słowaków, awansując tym samym do półfinału europejskiego czempionatu. Tam czekali na nich Włosi. Pomimo ambitnej gry Polacy musieli uznać wyższość rywala i spotkać się w meczu o brąz z Rosją. Nasi wschodni sąsiedzi byli rozbici po półfinałowej porażce z Serbami i nie potrafili przeciwstawić się Polakom, którzy wygrali 3-1. Dzięki temu Anastasi przeszedł do historii polskiej siatkówki jako trener, który doprowadził naszą drużynę do dwóch podiów wielkich imprez w tym samych roku. Jednak ostatni akord tej niezwykłej symfonii wciąż czekał na Polaków. A był nim oczywiście Puchar Świata.

Przed wylotem do Japonii Polska spotkała się jeszcze w Legionowie z Czechami i podobnie jak w wcześniejszych sparingach, tak i ten dwumecz zakończył się zwycięstwem i porażką.

W Pucharze Świata Polacy wystąpili dzięki „dzikiej karcie”. Od początku mówiono, iż celem jest zdobycie olimpijskiej kwalifikacji, lecz w rzeczywistości chyba oprócz samych siatkarzy, trenerów, działaczy i garstki kibiców niewiele osób w to wierzyło. Mnie również rozum podpowiadał, że będzie o to bardzo ciężko, lecz serce kazało wierzyć. Puchar Świata jest bez wątpienia najbardziej wyczerpującą imprezą siatkarską. 15 dni i 11 meczów na najwyższym poziomie. Wiedziałem, że Polacy są już zespołem przez duże „Z”, lecz obawiałem się, czy będą w stanie wytrzymać trudy tego turnieju. Zdawałem sobie sprawę, iż są w stanie wygrać z każdym, lecz wciąż tkwiła we mnie niepewność, że mogą nie poradzić sobie z tempem tego morderczego maratonu.

Jednak już od początku turnieju biało-czerwoni udowodnili, że nie rzucali słów na wiatr i przyjechali do kraju kwitnącej wiśni po olimpijską kwalifikację. W pierwszych meczach Polacy gładko ograli Kubańczyków, Serbów i Argentyńczyków. Wydawało się, że nasza machina już się rozpędziła, lecz nagle okazało się, że nie wszystkie śrubki są odpowiednio naoliwione. Niespodziewanie w czwartym spotkaniu biało-czerwoni ulegli Irańczykom 2-3, pomimo wysokiego prowadzenia w czwartym secie. Ta przegrana spowodowała niepewność w naszym zespole, która na szczęście szybko ustąpiła po zwycięstwach z Japonią, Chinami, USA i Egiptem. W tej sytuacji Polakom pozostały do rozegrania tylko trzy mecze a do awansu na igrzyska potrzebowali trzech punktów. Kolejnym przeciwnikiem byli Włosi. Azzurri prowadzili już 2-0, byli w ogródku i witali się z gąską, lecz Polacy udowodnili, że walczą do końca. Wygrali kolejne trzy sety i dzięki temu do awansu na igrzyska brakowało im tylko jednego punktu. Ten udało się zdobyć w pojedynku z Brazylijczykami, ostatecznie przegranym 2-3. W podobnym stosunku ulegliśmy Rosjanom w ostatnim meczu turnieju, który zadecydował o tym, że Sborna wygrała Puchar Świata. W Japonii biało-czerwoni rozegrali kapitalne zawody. Ze wszystkich stron spływały na nich pochwały, lecz trzeba także obiektywnie przyznać, iż takie porażki jak z Iranem, Brazylią i Rosją (gdzie mieliśmy pięć piłek meczowych) nie powinny się zdarzać. Jednak mimo wszystko swoim występem siatkarze udowodnili, że stworzyli kapitalny zespół, który ponownie należy do światowej czołówki, chociaż do walki o najwyższe laury, jeszcze trochę brakuje.


Sam Anastasi mówi, iż ten rok był dla niego wyjątkowy. Jemu także nie udało się wcześniej wywalczyć trzech medali wielkich imprez w ciągu roku. Pokonał długą drogę z ziemi włoskiej do Polski i udowodnił nam, że Polak potrafi. Tylko musi chcieć i ciężko trenować, a przy okazji mieć trochę szczęścia. A jak wiemy sprzyja ono lepszym.

Norbert Kowalski


 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

KontraTV

 

O nas

 

KontraTV to Telewizja Studentów UAM, nowy medialny projekt rozwijający się przy studenckim portalu Kontra.

 

Oficjalnie rozpoczęliśmy działalność 25 lutego 2011, podczas bicia braw na Starym Rynku na najbardziej POZytywnym flashmobie w Polsce!

 

Działamy niezależnie od uczelni, sami tworzymy wszystkie struktury i organizujemy warsztaty, podejmujemy współpracę z kolejnymi grupami.

 

Na zakup sprzętu pozwoliło nam cenne wsparcie firmy Dalkia Poznań - jeden z największych poznańskich pracodawców. Bardzo dziękujemy!

 

Zapraszamy do nawiązywania kontaktu wszystkie osoby, które chcą współpracować z nami jako reporterzy, kamerzyści, montażyści czy marketingowcy. Dla każdego znajdzie się miejsce. A dla montażystów znajdzie się bardzo dużo miejsca, niezależnie od doświadczenia!

 

Piszcie do nas: tv@kontratv.pl

 

NOWY WYMIAR STUDENCKIEJ RZECZYWISTOŚCI



Czytaj sportowe informacje na Facebooku!

Reklama
Zapowiedzi
Dodaj zapowiedź

Dzieje się u Ciebie na wydziale coś ciekawego? Organizujesz ze znajomymi albo Twoją organizacją ciekawe wydarzenie? Daj nam znać! Niech dowiedzą się o tym wszyscy studenci UAM! Napisz na news@kontra.poznan.pl i dodaj wydarzenie w zapowiedziach na stronie.

Dodaj wydarzenie do kalendarza!

Kontra poleca

 

 

Kontra gazeta nr 1Pobierz pierwszy numer papierowej Kontry!

 

Czy już widzieliście? Pachnące drukiem pierwsze papierowe wydanie Kontry trafiło w tym tygodniu na wydziały UAM! Nowy rok akademicki zaczyna się bardzo pomarańczowo! Tu możecie pobrać wersję elektroniczną!

Dołącz do nas!

Lubisz pisać?
Masz oczy dookoła głowy? Dysponujesz szczyptą czasu, ale wielkimi pokładami chęci i pomysłów?
Twoje miejsce jest w redakcji Kontry!
Pisz o tym, co Cię interesuje, uczestnicz w wydarzeniach, które lubisz. Dziel się z innymi swoimi doświadczeniami!
Zgłoś się do nas: portal@kontra.poznan.pl

Sonda
Który wydział UAM jest najfajniejszy?
 

Kontra jest projektem NZS UAM

Niezależne Zrzeszenie Studentów UAM