Zastanawialiście się kiedyś, co sprawia, że sięgamy po taką a nie inną powieść? W zasadzie, może na to wpływać wiele czynników; czyjeś polecenie, streszczenie lub dobra reklama. W przypadku Przemytnika słów to sam tytuł mnie przyciągnął, tak że chciałem przeczytać historię, która się za nim kryje. Moim zdaniem brzmi on tajemniczo, ma on w sobie interesujące brzmienie. Taką nazwę mógł zrodzić jedynie niebanalny umysł! Któż zatem jest odpowiedzialny za to?

Odpowiedź brzmi: Natalio Grueso. Dotychczasowy wykładowca oraz producent teatralny, dyrektor Teatro Espagnol i Arets Escenicas, teraz postanowił zostać również pisarzem i można mu pozazdrościć tego niesamowitego debiutu. Przemytnik słów przenosi czytelnika do świata melancholii, samotności, seksu oraz ludzkich ułomności.

Przemytnik słów to nazwa nie tylko całej książki, lecz również jednej z kilkunastu historii, które się na nią składają. Niemal każda opowiada o innej postaci. Bohaterem, który najczęściej się pojawia, jest Bruno Labastide. Jest to nieśmiały bon vivant, Francuz, który uwodzi kobiety niemal równie skutecznie, co słowa Natalio Grueso czytelnika. Błąka się po świecie, poszukując swojego miejsca, nie dbając o nic poza swoją osobą i pieniędzmi.

Autor opisuje przygody jego i innych postaci w Japonii, ZSRR czy też na południu Francji. Można powiedzieć, że uczynił on cały świat miejscem akcji książki, a nawet jeszcze więcej, gdyż przenosi nas również do krainy, w której za słowa trzeba (dosłownie) płacić.

Tak oto kolejne karty powieści przenoszą nas do rozrzuconych po całym świecie zakątków, zaś jej rozdziały noszą tytuły równie ciekawe co ich treść. Księgoterapeuta, Czarne złoto z Czelabińska, czy Burdel w Dorsoduro to tylko niektóre z nich. Czasami historie w nich zawarte zajmują kilka stron a czasami kilkanaście, jednak wszystkie mają w sobie coś wyjątkowego, co urzeka czytelnika.

Może ktoś myśli sobie, że skoro autor nie trzyma się jednej postaci, nie umiejscawia akcji w jednym konkretnym kraju czy też mieście, to nie jest to powieść, lecz bardziej zbiór opowiadań. Nie można jednak tak nazwać tej książki, gdyż historie te układają się dzięki sprytnym przejściom w jedną całość. W wielu występuje podobny motyw, czasami czytelnik daje się zwieść autorowi, który podrzuca fałszywy trop tylko po to, by nagle zaskoczyć, wzbudzić rozbawienie. Powiedziałbym, że widać tu teatralne doświadczenie autora, który ze słów uczynił scenografię. Bohaterami są nie tylko postacie, ale również uczucia, takie jak melancholia i sentyment, czy też miłość. A także samotność która chyba jest drugą główną protagonistką obok Bruno Labastide’a. Nie bez powodu książkę otwiera zdanie

Nikt nie wie o samotności tyle co ja.

Zdecydowanie książka jest zachwycająca, choć nie nazwałbym ją idealną. W pewnym momencie wręcz jest odrobinę przewidywalna, może nawet infantylna, kiedy autor popada w manierę baśni. Może ktoś nazwie to celowym zabiegiem i będzie widział w tym urok, dla mnie momentami działy się rzeczy oczywiste, zupełnie nie wpasowujące się w niezwykłość reszty kompozycji.

Polecam jednak samemu się przekonać, czy tony, w które uderza ta książka współgrają z duszą. Starałem się uniknąć zdradzania dokładnie treści książki, gdyż trudno jest ująć w słowa historie w niej zawarte, chciałem dać każdemu możliwość wykonania skoku wiary, zaufania nieznanemu, tak by można było dać się pochłonąć morzu słów Natalio Grueso. Jak to reklamuje książkę stwierdzenie Mario Vargasa Llosy, jest to powieść, którą należy się delektować.

Osobiście, widzę w niej powieść, do której będę chętnie wracał. Czyta się ją bardzo przyjemnie, jest w niej kilka do zapamiętania refleksji, nie mówiąc już o fakcie, że w rozdziale zatytułowanym Księgoterapeuta znalazłem pomysł na swój przyszły zawód.

Stanisław Karkosz

Set your Twitter account name in your settings to use the TwitterBar Section.