| Poznań - miasto doznań |
| Wpisany przez Katarzyna Potasznik | |||
| wtorek, 13 grudnia 2011 00:57 | |||
|
Czy o jeżdżeniu komunikacją w Poznaniu da się napisać pozytywnie? Chciałam. Jednak z każdą kolejną minutą spędzoną na przystanku stwierdziłam, że nie tyle się nie da, co nie warto nawet podejmować próby.
Zaczęło się od tego, że we wrześniu trafiłam na informację o zmianie kursów moich tramwajów i autobusów. Jeszcze wtedy stwierdziłam: ok., wszystko da się poukładać. Na początku było całkiem nieźle, aż pewnego dnia podróż z dworca PKP na osiedle Junikowo (dojazd 20 minut wg ówczesnego rozkład) zajęła mi… półtorej godziny. Dla porównania: trasę Ostrów Wielkopolski (skąd pochodzę)- Poznań pokonuję pociągiem w czasie 1 godziny i 45 minut. Ale jeszcze nie to mnie zniechęciło. W połowie października dowiedziałam się, że stracę swoje tramwaje na ulicy Grunwaldzkiej. Na wagę złota byłyby wszystkie ogłoszenia o sprzedaży rowerów, gdyby nie to, że idzie zima. A zima to dla autobusów zło. Ja to wiem, ale może nie wiem, że te tory muszą być natychmiast remontowane- cóż, wykazuję zrozumienie. Tylko tak sobie myślę, że wykazałabym większe zrozumienie, gdyby ktoś mógł mi powiedzieć, dlaczego Poznań zachowuje się tak, jakby o Euro 2012 dowiedział się we wrześniu? Ja wyłapałam tę informację trochę wcześniej i gdybym wiedziała, że wiem tylko ja, to dałabym znać. A tak to trudno, płacę teraz za to. Fascynujące wręcz jest dla mnie również to, że ci Panowie, których mijam codziennie, będą swoje prace wykonywać również wtedy, gdy spadnie śnieg. To znaczy, z takiego ludzkiego punktu widzenia, może trochę mi ich szkoda, bo wiadomo, że zimno. Ale jak kłaść tory na śnieg? Czy te koparki nie będą im zamarzać i zakopywać się w śniegu? Nie wiem też, dlaczego nikt nie wie, że remont wszystkiego na raz sprawia, że o komunikacji w tym mieście trudno mówić, ponieważ wszystko stoi.
Katarzyna PotasznikZobacz także na portalu Kontra:
|













Pobierz pierwszy numer papierowej Kontry!