Pierwsze mecze ćwierćfinałowe najlepszych rozgrywek piłkarskich na świecie przyniosły wiele emocji, nie tylko tych boiskowych. Kto jest najbliżej półfinałów? Przekonajcie się sami!

Juventus – Barcelona 3:0 (2:0)

Pierwszy mecz ćwierćfinałowy i od razu spora niespodzianka w Turynie. Może nie jest nią zwycięstwo Starej Damy, ale z pewnością rozmiary porażki Blaugrany, która po raz kolejny w obecnym sezonie pokazała swoją niemoc podczas spotkań wyjazdowych w Lidze Mistrzów. Mecz od początku należał do Paulo Dybali. Zawodnik o polskich korzeniach w pierwszej połowie dwukrotnie wpisał się na listę strzelców i Juve po pierwszych 45 minutach zasłużenie prowadziło różnicą dwóch bramek. Należy również podkreślić, że przy wyniku 1:0 po raz kolejny swój wielki fach bramkarski pokazał golkiper Starej Damy – Gianluigi Buffon, który tylko w sobie znany wyszedł obronną ręką z sytuacji sam na sam z Iniestą. W drugiej części spotkania szybko strzelony gol dla Turynu przez Giorgio Chielliniego szybko odebrał ekipie z Katalonii jakikolwiek pomysł na odwrócenie losów meczu i lider Serie A bez większych problemów dowiózł wynik do końca meczu. Czy można po raz drugi liczyć na cud? No cóż, Juventus to nie PSG, Włosi słyną z bardzo dobrej gry w obronie, więc rewanż an Camp Nou może okazać się bardzo rozczarowującym spotkaniem dla fanów Messiego czy Iniesty.

Bayern – Real 1:2 (1:0)

Spotkanie to było bezdyskusyjnie zapowiadane jako największy hit tegorocznych ćwierćfinałów. Ekipa z Bawarii musiała od początku spotkania radzić sobie bez lekko kontuzjowanego Roberta Lewandowskiego, natomiast ekipa Królewskich musiała radzić sobie bez swoich filarów obronnych w postaci Pepe czy Raphaela Varane’a. Pierwsza połowa rozpoczęła się od sparowania w 18. minucie na słupek uderzenia Karima Benzemy przez Manuela Neuera. Następnie pierwszego gola w tym meczu zdobyli mistrzowie Niemiec. Po rzucie rożnym wykonywanym przez Thiago piłkę do bramki strzałem nie do obrony skierował Arturo Vidal. Pomocnik z Chile mógł, a tak naprawdę powinien podwyższyć na 2:0 pod koniec pierwszej połowy kiedy to fatalnie chybił z rzutu karnego, piłka zamiast do bramki poleciała w trybuny. Druga część gry miała zupełnie inne oblicze. Najpierw, 2 minuty po przerwie przypomniał sobie Cristiano Ronaldo, który po centrze Carvajala nie miał problemów z umieszczeniem piłki w siatce. Królewscy mogli wyjść na prowadzenie dużo wcześniej, gdyby Bayern nie posiadał najlepszego na świecie golkipera, który radził sobie z uderzeniami Bale’a, Benzemy czy Ronaldo. W międzyczasie drugą żółtą, a w konsekwencji czerwony kartonik obejrzał defensor Bayernu – Javi Martinez. Real decydujący cios zadał w 77 minucie. Po raz kolejny katem Bayernu okazał się Ronaldo, który posłał piłkę do siatki po asyście Asensio. No cóż, bez Roberta Lewandowskiego ofensywa Bayernu nie wygląda najlepiej, przypomina trochę grę Lecha Poznań z początku sezonu…

Borussia Dortmund – AS Monaco 2:3 (0:2)

Najciekawszy pod wieloma aspektami pojedynek. Najzdolniejsza młodzież, pojedynek Łukasza Piszczka z Kamilem Glikiem – to musiało zwiastować kapitalne zawody na Signal – Iduna – Park w Dortmundzie. Mecz pierwotnie miał się odbyć we wtorek o godz. 20:45 jednak przez zbombardowanie autokaru BVB spotkanie przesunięto na środę na godz. 18:45. Od pierwszego gwizdka sędziego można było zauważyć, że gospodarze meczu nadal byli w szoku po przeżyciach z poprzedniego wieczora. Monaco mogło objąć prowadzenie już 16. minucie, kiedy to Fabinho zmarnował rzut karny. Jednak kolejna próba zdobycia bramki przez ekipę francuską zakończyła się sukcesem. Po wzorowo przeprowadzonym kontrataku piłkę do siatki z najbliższej odległości skierował młody napastnik Kylian Mbappe, który aktualnie jest uznawany za jeden z największych talentów, jaki biega po światowych boiskach. Sytuacja graczy z Dortmundu stała się jeszcze bardziej nieciekawa w 35. minucie, kiedy po wrzutce Raggiego bramkę  samobójczą zdobył Sven Bender. W II połowie Borussia nie poddała się, czego efektem był strzelony w 57. minucie gol przez kolejny wielki talent, którym jest Ousmane Dembele. Jednak potem to znów ekipa francuska przejęła inicjatywę. Najpierw Radamel Falcao tylko w sobie znany sposób nie umieścił piłki w siatce, ale kolejna sytuacja zakończyła się podwyższeniem wyniku na 3:1. Kylian Mbappe zachował zimną krew i ze stoickim spokojem w sytuacji 1 na 1 wpakował piłkę do bramki. Piłkarze z Dortmundu grali jednak do końca co zostało im nagrodzone w postaci zdobycia gola kontaktowego, którego zdobył motor napędowy BVB w tym meczu, czyli Japończyk Shinji Kagawa. Jeden z meczów sezonu!

Atletico – Leicester 1:0 (1:0)

Najlepsza defensywa w Europie po raz kolejny na zero z tyłu! Piłkarze Diego Simeone są bezdyskusyjnym faworytem tej pary i udowodnili to również w pierwszym pojedynku z ekipą Marcina Wasilewskiego i Bartosza Kapustki. Atletico mogło zdobyć prowadzenie już na początku spotkania jednak strzał zza pola karnego, ale bramkarz gości zdołał odbić piłkę zza linię końcową boiska. W 27 minucie padła jedyna bramka tego spotkania. Griezmann został powalony w polu karnym przez Marca Albrightona, a sam poszkodowany okazał się pewnym egzekutorem strzału z 11 metrów. Do przerwy gola na 2:0 mógł zdobyć Koke, ale jego strzał z dystansu nie znalazł miejsca w siatce. Druga połowa stała już na gorszym poziomie. Piłkarze z Madrytu bronili korzystnej dla nich jednobramkowej zaliczki, a mistrzowie Anglii nie potrafili stworzyć groźniejszej akcji pod bramką Jana Oblaka.

Jak mogą potoczyć się spotkania rewanżowe?

Z całą pewnością mogę stwierdzić, że do ostatniej minuty sprawy awansu mogą rozstrzygać się w Madrycie i w Monaco. Bayern wzmocniony Robertem Lewandowskim z pewnością od pierwszych sekund meczu ruszy na ekipę Królewskich. Również Borussia Dortmund nie odpuści piłkarzom z Francji i będzie chciała jak najszybciej zdobyć gola na 1:0, dzięki któremu może zdarzyć się wszystko. Co może nas czekać w Barcelonie i Leicester? Z pewnością gospodarze tych spotkań mają do czynienia z dwoma dużymi problemami: grają z najlepszymi liniami defensywy w Europie oraz nie strzeliły żadnego gola na wyjeździe. Jeśli w awans Leicester trudno uwierzyć, to na Camp Nou nie należy od razu (mimo wszystko) skreślać FC Barcelona. Z pewnością wspierana przez ponad 70. – tysięczną publikę najlepsza ekipa poprzedniego sezonu w La Liga będzie po raz kolejny chciała pokazać, że cuda raz na jakiś czas się zdarzają, może tym razem nie będzie potrzebna do osiągnięcia sukcesu gra aktorska Neymara i Luisa Suareza. Jedno jest pewne, tych spotkań po prostu nie wolno przegapić!

Łukasz Sobala

Tagged with:
 
Set your Twitter account name in your settings to use the TwitterBar Section.