Istnieje porzekadło, że ze studentami jest podobnie jak z dziećmi w przedszkolu. W głównej mierze dlatego, że nie ogarniają, co się dookoła nich dzieje. Bo przecież wszystkich znów zaskoczyła sesja. Nic bardziej mylnego! Studenci są tak naprawdę bardzo zorganizowaną grupą i praktycznie nic nie jest im straszne. I przytaczając dowcip z brodą: gdy zapytasz studenta, czy czegoś jest się w stanie nauczyć, on najpierw zapyta „na kiedy?”

chqpo6

Rozmawiałam z dziewięcioma osobami, prosząc ich o zdradzenie mi tajemnicy, jak przygotowują się do sesji. Ich pomoc okazała się nieoceniona przy tworzeniu swoistego rodzaju klasyfikacji. Teraz już można się pokusić o stwierdzenie, że studenci dzielą się na:

Zorganizowanych

Oni zdecydowanie najpierw uporządkują notatki, by móc się zabrać do nauki. Bo przecież nie można tonąć w kserówkach, zeszytach i wolno-fruwających papierach. Sprawdza się planowanie czasu, ale należy również pamiętać o odpowiedniej długości przerwach!

Adam, II rok studiów:

„Jak uczę się do sesji? Przede wszystkim nie tak, jakbym tego chciał (jeśli w ogóle można chcieć uczyć się do niektórych „arcyciekawych” egzaminów). Każdy semestr na moim wydziale to czas najrozmaitszych rozrywek (np. proseminariów o niczym czy przedmiotów-zapychaczy), które okradają mnie z możliwości systematycznej nauki do egzaminów. Mimo wszystko uważam jednak, że mając do dyspozycji nawet kilka dni, można sobie dobrze zaplanować czas i podzielić przerabiany materiał na części. Ucząc się do sesji, zawsze staram się ocenić, z czym mam największy problem i uzupełnić swoje braki, a także oszacować w jaki sposób (za pomocą jakich zadań) prowadzący zechcą zweryfikować moją wiedzę. Dziękuję. Dobranoc.”

Natalia, II rok studiów:

„Jak uczę się do sesji? Przygotowania do sesji zaczynam nawałnicą wejściówek, kolokwiów, projektów oraz testów zaliczeniowych, których częstotliwość występowania to dwa, czasem trzy na dzień. Testy obejmują zakres z całego roku, a przy dobrych wiatrach z tylko jednego semestru… Dlatego gdy nadchodzi czas sesji, pierwszą rzeczą, którą robię jest obliczenie ile czasu mam na naukę na poszczególne przedmioty. Następnie pojawiają się objawy psychozy maniakalno-depresyjnej: zmęczenie, ospałość, apatia, lęk oraz otępienie. Natychmiast upewniam się, że mam wystarczające zapasy kawy, która staje się „eliksirem życia” na ten ulubiony czas w roku. Sam proces przygotowań jest prosty: zebrać potrzebne materiały, odciąć się od świata zewnętrznego, wkuć ile się da, a przed snem (który występuje w ilości śladowej) zmówić trzy zdrowaśki dla pomyślności. Po każdym egzaminie liczę ile dni pozostało do wakacji i jednocześnie marzę o słońcu oraz najbardziej zaniedbanym przyjacielu każdego studenta – łóżku. A gdy już nadejdzie czas po ostatnim egzaminie, intensywnie nadrabiam tę zaległość przez co najmniej dwa tygodnie.”

Adrian, III rok studiów:

„Przede wszystkim zaczynam od uporządkowania notatek, czy to cyfrowych, czy papierowych. Następnym etapem jest przygotowanie miejsca pracy, co sprowadza się do posprzątania pokoju. Z racji kierunku studiów nauka polega, albo na przepisywaniu w kółko wzorów i schematów reakcji lub na wykuciu czegoś na blachę, co najlepiej wychodzi podczas wspólnej nauki w bibliotece ze znajomymi i ciągłym powtarzaniu, aż do utrwalenia materiału. Najlepsza część nauki to przerwa, którą robię jak już czacha dymi i nie idzie się skupić na kolejnych działaniach leku lub kolejnych etapach wykrywania ftalazyohydrazyn. Preferuje wtedy chwilowe odmóżdżenie się przy jakimś FPS’ie lub pójście pobiegać.”

sen-to-dla-slabych

Zapracowanych

Ci studenci są zabiegani, zagonieni wręcz w życiu. Mają mnóstwo obowiązków, nic nie może poczekać. To wszechświat tak chciał, że wszystko nawarstwia się akurat przed sesją, ale przecież… z wszechświatem się nie dyskutuje.

Anna, I rok studiów:

„Jak uczę się do sesji? Nastawiam budzik na wczesną godzinę i wstaję nieplanowane dwie, trzy godziny później. Tarzam się w wyrzutach sumienia, a następnie przystępuję do przygotowań do nauki. Po pierwsze – porządek. Nie wolno uczyć się w bałaganie. To niedopuszczalne. Trzeba odkurzyć wszystkie podłogi, wynieść śmieci i zeskrobać zaschnięty tłuszcz z kuchenki. Nie, nie można zrobić tego później. Po drugie – zakupy. Lodówka nie może być pusta, nie można potem się rozpraszać w czasie nauki. Po trzecie – włączam komputer, sprawdzam wiadomości. Mam zabrać się do nauki, ale trzeba jeszcze nabrać trochę energii. Idę zrobić kawę. Wracam, sprawdzam wiadomości. Piję kawę. Mam ochotę coś zjeść – nie wolno uczyć się na głodnego, trzeba przecież dokarmić szare komórki. Po powrocie z kuchni – sprawdzam wiadomości, odświeżam strony, F5, F5… F5. Może pojawi się jeszcze jedna, na którą trzeba odpisać. Wszystkie znaki na niebie mówią, że trzeba zacząć się uczyć. Sprawdzam godzinę. Wpadam w panikę. Trzeba się uspokoić, najlepiej przy herbacie. Siadam z herbatą, notatkami i laptopem. Głęboki wdech. Pełna mobilizacja. Zaczynam się uczyć. Za-… Czyżby to nowa wiadomość na FB?!”

Marek, III rok studiów:

„Hmm. Na pewno sprzątam pokój i układam pedantycznie książki na półce! Wycieram każdy gram kurzu. Po drugie, przeglądam cały internet. Błądzę po nim i najczęściej kończę na jakiś filmikach na YouTube z jednorożcami lub przepisami kulinarnymi. Potem podziwiam jaką mam ścianę przed sobą, czy 10 lat temu przy gipsowaniu ktoś akurat w tym miejscu się zamyślił czy nie, bo jakaś niedoskonałość była. Teraz następuje pierwszy krok ku nauce, położenie zeszytów na biurku. Ale nagle dostaję (bądź znajduję) rozpraszający mnie link na kwejkach i innych shi*. Oglądam Supernatural, Grę o Tron, piszę do kolegów, sprawdzam ile ja nie umiem i pociesza mnie fakt, że oni umieją jeszcze mniej… Potem w końcu otwieram notatki i stwierdzam, że nie ma to najmniejszego sensu, bo nie zdążę się nauczyć, więc oglądam nowy, świeżo wrzucony odcinek losowego serialu. Na samym końcu robię ściągę i… zaliczam!”

Kreatywnych kawoszy!

Oni w trakcie sesji odkrywają ukryte talenty, zaczynają robić mnóstwo świetnych rzeczy, na które nigdy wcześniej nie mieli czasu. Nauka często jest zbyt przyziemna i przegrywa w nierównym boju z realizacją pokładów kreatywności. I piją kawę, nie można zapomnieć o tym brunatnym eliksirze skondensowanej energii.

Ewelina, II rok studiów:

„Na sesję uczę się ekspresowo, najczęściej noc przed egzaminem. Lubię adrenalinę i odrazę do samej siebie. Kompletne obrzydzenie, spowodowane w dużej mierze bezbożną prokrastynacją poprzedzających dni. W zeszłym roku przed sesją nauczyłam się żonglować i podstaw języka migowego. Noc nauki polega zatem na pochłonięciu litra kawy w akompaniamencie paczki papierosów i czytaniu notatek. Przerwa co 40 minut do godziny, w trakcie której lubię usiąść w kącie i zapłakać. Przeważnie nad własną głupotą, czasami dlatego, że chwilę wcześniej skończyłam oglądać znalezione przypadkiem w internetach poruszające wideo o przyjaźni człowieka z psem. O, proszę bardzo! Prokrastynacja nawet noc przed egzaminem!”

sen

Ryzykantów

Ci lubią dreszczyk emocji, jaki niesie nauka na ostatnią chwilę. Ponoć dobrze chodzić na egzaminy z wiedzą świeżą, bo taką najłatwiej przelać na papier i potem szybciutko o niej zapomnieć. Jednak mistyczne nocki „przed” często płyną w asyście niepewności. A wtedy wszystko lubi rozpraszać, oj lubi…

Iza, III rok studiów:

„Do sesji uczę się na ostatni moment, bo wtedy czuję, że do tego dojrzałam. Jeśli materiał z danego egzaminu jest ciekawy – jest okej, bo wtedy wiedza „wchodzi” sama. Gorzej, jeśli przedmiot jest typową zapchajdziurą. Oczywiście koniecznością jest urwanie kabla od Internetu, bo przecież 9gag sam się nie przescrolluje. Zło i śmieszne koty czyhają w każdym zakątku Internetu. Najlepiej w ogóle wyłączyć korki (bo co, jeśli sąsiad będzie miał niezabezpieczoną sieć?) z prądem i siedzieć przy świecy… chociaż czasem kapanie wosku wydaje się całkiem interesujące. Najchętniej wyjechałabym do klasztoru Szaolin na czas sesji, bo podczas nauki potrafi rozproszyć nawet rosnąca trawa. Oczywiście trzeba pamiętać o bhp i ergonomii podczas chłonięcia wiedzy. Na każde 10 minut nauki powinna przypadać 1 godzina scrollowania Internetu! Nie ucz się cały semestr, panikuj przed egzaminem, ucz się na dziesięć minut przed zaliczeniem, ???, cudem zalicz przedmiot, powtórz podczas każdej kolejnej sesji, profit.”

Ola, II rok studiów:

„Jak się uczę do sesji? To jest bardzo ciekawe pytanie, nie wiem nawet czy można to nazwać nauką. Właściwie to zależy od przedmiotu, są takie, które wymagają czytania notatek kilka razy, by w ogóle zrozumieć co się przeczytało. Ale są i takie, które pamięta się z wykładów – wystarczy coś przeczytać raz lub dwa i można iść na egzamin. Jednak chyba najwięcej czasu z tego wszystkiego zajmuje mi rozczytanie się z moich bazgrołów. Zdarza się też, że przeczytam jakieś książki – jednak to tylko w bardzo wyjątkowych okolicznościach. Często bywa nawet tak, że naukę odkładam na „najpóźniejsze później” i czytam cokolwiek dzień przed egzaminem. Zarywanie nocek nigdy się nie zdarza, zdrowy sen jest ważniejszy od oceny wyższej niż 3. Do tej pory jakoś to działało. I mam nadzieję, że nie będę musieć nic w tej kwestii zmieniać.”

Magda, II rok studiów:

„Naukę do sesji zaczynam na początku bieżącego semestru. Wygląda to mniej więcej tak: zapisuje na dysku wszystkie możliwe materiały z Moodla, stalkuję wykładowcę w USOSie (żeby wiedzieć, czego się spodziewać), wypytuje znajomych o testy zaliczeniowe z poprzednich lat, itd. Po tym wszystkim (pierwsze dwa tygodnie danego semestru) zapadam w hibernację i zapominam o wszystkim, co wcześniej pieczołowicie uzbierałam. Jeśli przedmiot mi się podoba, to staram się o zaliczenie; jeśli nie, to zaliczenie wychodzi wyłącznie cudownym zbiegiem okoliczności. Na około dwa tygodnie przed sesja, w najgorszym możliwym okresie semestru zaczynam ubolewać nad tym, ze nie uczyłam się systematycznie, ale ciągle nie jestem dość zdesperowana, żeby zarywać nocki. Wreszcie nadciąga dzień przed egzaminem: jakaś dobra ścieżka dźwiękowa („Gladiator” się sprawdza), duży zapas czekolady i ja, zagubiona pośród stert notatek, balansująca na granicy obłędu. Na szczęście póki co żyję bez warunków. A Ty, po ilu 3 się uśmiechniesz?”

To co, mój drogi towarzyszu niedoli, do jakiej grupy TY się zaliczasz?

Magda Szychulska

Tagged with:
 
Set your Twitter account name in your settings to use the TwitterBar Section.