| Odmieniony Lech rozgromił ŁKS Łódź |
| Wpisany przez Dawid Stróżak | |||
| niedziela, 04 grudnia 2011 12:00 | |||
|
Po bardzo długim okresie posuchy Lech Poznań odniósł wreszcie upragnione zwycięstwo. Piłkarze Kolejorza nie potrafili strzelić gola od 14 października. W sobotnim pojedynku z Łódzkim KS przypomnieli sobie jednak, jak się to robi. Fani niebiesko-białych mogą odetchnąć z ulgą. Kryzys wydaje się być zażegnany, a Lech nadal zgłasza aspiracje do walki o najwyższe cele. Słabe występy w ostatnich tygodniach oraz bardzo niekorzystna aura sprawiły, że na trybunach Stadionu Miejskiego zasiadło zaledwie dziewięć tysięcy najwierniejszych sympatyków Kolejorza. Sytuacja w klubie od kilku dni była napięta. Kibice wyraźnie dawali do zrozumienia, że chcą zmiany szkoleniowca. Zarząd zdecydował jednak, że trener Bakero otrzyma kolejną szansę i poprowadzi zespół co najmniej do końca roku. Mecz rozpoczął się od śmiałych ataków gospodarzy. Już w 13. minucie spotkania Lech objął prowadzenie. Fantastycznego gola strzelił Siergiej Kriwiec, czym rozwiązał worek z bramkami. Kolejne trafienia Kolejorz zaliczył w odstępie dwóch minut. Najpierw w 31. minucie na listę strzelców wpisał się Aleksandar Tonev, a po chwili na 3:0 podwyższył najlepszy strzelec niebiesko-białych Artiom Rudniev. Lech niepodzielnie panował na boisku, a ŁKS rzadko konstruował składne akcje, miał za to ogromne problemy w formacji defensywnej. Jeszcze przed przerwą gości z Łodzi dobił Mateusz Możdżeń, który w 43. minucie strzelił czwartą bramkę dla Lecha. Jak się miało okazać, był to koniec popisów strzeleckich Kolejorza. Druga połowa spotkania upłynęła pod dyktando gospodarzy, którzy całkowicie kontrolowali grę i przy większej skuteczności mogli zdobyć kolejne gole. Mecz zakończył się wysokim zwycięstwem Lecha Poznań 4:0. Zwycięstwo z Łódzkim KS jest dopiero początkiem trudnej drogi, jaka czeka Lecha Poznań. Trzeba bowiem odrobić dużą stratę do liderującego Śląska Wrocław. Pierwsza okazja ku temu już 12 grudnia. Kolejorz podejmie zespół KGHM Zagłębia Lubin. Dawid StróżakZobacz także na portalu Kontra:
|













Pobierz pierwszy numer papierowej Kontry!