Carrot juice pepper wasabi is not used in pure form. horseradish is usually the addition of lemon juice, form a slurry. 150 g of the suspension, horseradish lemon juice 2 3. This percentage AJE does not stimulate mild kidney, gall bladder and gastrointestinal mucosa. This relationship is not smooth, it is not only the most effective. Saa tu mixture should be two times a day half teaspoon, are taken into the stomach. Here is a typical example. The patient had been suffering for a buy celecoxib antibioticon long time ignored chronic hemorrhoids. Carrot juice drink daily, spinach, turnip mixture of 1 liter, and watercress (watercress) is recommended, and then build on only raw fruits and vegetables in the diet. - useful for preventing heart attack and stroke irgi except fresh fruit, its infusion and decoction and irgi have harmful effects on the body is vinegar and enough pochkami.O and leaves above is written. However, all of acetic destruction: the human body only distilled white vinegar containing acetic acid, tartaric poison.

Trzynastego marca 2013 roku z balkonu Bazyliki św. Piotra świat dowiaduje się o wyborze 266. papieża, którym zostaje argentyński kardynał Jose Maria Bergoglio. Przyjmuje imię Franciszek i od pierwszego dnia swojego pontyfikatu budzi mieszane uczucia. Kontrowersyjny papież? Na to wygląda.

Luty oraz marzec 2013 roku to okres zmian w Kościele Katolickim, które mogą wyznaczyć sposób jego dalszego funkcjonowania na długi czas. Po pierwsze, chodzi oczywiście o zaskakującą decyzję Benedykta XVI, który 11 lutego 2013 roku ogłosił, iż ostatniego dnia lutego rezygnuje z pełnionej przez siebie funkcji Biskupa Rzymu i udaje się na emeryturę. Po drugie, mowa o wyborze imienia oraz, co za tym idzie, filozofii swojego pontyfikatu przez kardynała Bergoglio.
Wybrany w marcu 2013 roku kardynał stał się pierwszym papieżem, który przyjął imię Franciszek. Odnosi się ono oczywiście do św. Franciszka z Asyżu, założyciela zakonu franciszkanów. Za cel postawił on sobie życie w ubóstwie i nauczanie o Ewangelii, na wzór Jezusa i jego uczniów. Jego mottem były słowa Chrystusa skierowane do apostołów: „Nie bierzcie na drogę torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski” (Mt 10,5-16).
I takiej też filozofii wiary stara się być wierny papież Franciszek. Zaczęło się od odmówienia włożenia papieskiej peleryny tuż po konklawe, a przed wejściem na balkon Bazyliki św. Piotra. Nowo wybrany papież miał wówczas powiedzieć: „Niech ksiądz sam to włoży. Karnawał już się skończył”. Później było opłacenie hotelu, w którym mieszkał do czasu konklawe. Potem rezygnacja z zakładania czerwonych butów papieskich czy przejazdów limuzyną. Zadzwonił również osobiście do kiosku, aby odmówić prenumeratę gazety, którą kupował w Argentynie. Ostatnio zdecydował się dofinansować leczenie półtorarocznej dziewczynki z Lubartowa. Doczekał się także nietypowego uznania – wybrany został Człowiekiem Roku wg tygodnika „Time”.
Takich małych gestów i sygnałów było w ciągu dwóch lat pontyfikatu papieża Franciszka dużo. Teraz jest jednak dobry moment na to, aby zatrzymać się i zastanowić, czy tego właśnie oczekują wierni od papieża i czy taki kierunek zmian w Kościele jest słuszny.

Zacznijmy od celowości zmian w ubiorze czy zachowaniu papieża Franciszka. Kościół katolicki z zasady stoi na straży wartości oraz tradycji. Częścią tej tradycji jest wypracowany przez wieki sposób prowadzenia liturgii czy ceremonii. Podczas mszy świętej każdy gest, każde słowo ma znaczenie, a sposób jej celebrowania tworzył się (i zmieniał) przez wieki, aby dojść do obecnego kształtu. Częścią liturgii są także szaty prezbitera, które zmieniają swój kolor w zależności od okresu roku liturgicznego. Na tej samej zasadzie strój papieski również należy do części ceremonii. Tradycyjnie podczas błogosławieństwa Urbi et Orbi papież zakłada pelerynę obszytą białym futrem z gronostajów, a podczas wszelkich wystąpień i ceremonii zakłada czerwone buty. Czyni to, aby swoim strojem podkreślić wagę swojego urzędu. Jeżeli Chrystus jest Królem Wszechświata, to Jego namiestnik powinien godnie reprezentować swój urząd i podkreślać to również poprzez strój. Franciszek argumentował jednak swoje wybory chęcią pokazania kierunku swojego pontyfikatu, a zarazem kierunku, w którym powinien iść Kościół – kierunku ubóstwa i pokory jak u św. Franciszka. Kierując się jednak wytycznymi logiki formalnej, przeciwieństwem ubóstwa jest bogactwo. Czy zatem, według Franciszka, wypracowany i ukształtowany w ciągu wieków ceremoniał ubioru określonych szat, miałby podkreślać jedynie bogactwo Kościoła? Od papieża można chyba wymagać większego zrozumienia wagi ceremonii w Kościele.
Dodajmy do tego także niedbałość, żeby nie powiedzieć niechlujstwo, w odprawianiu mszy świętej. Niewyraźne gesty, a nawet rezygnacja z wykonywania niektórych (a przecież każdy gest ma swoje znaczenie!) czy częste nieprzyklękanie podczas przemieniania, nie wystawia Franciszkowi wysokiej noty. Również używanie podczas liturgii drewnianego krzyża oraz kielicha, co ma symbolizować ubóstwo (przynajmniej tak się domyślam), jest zerwaniem z tradycją i wręcz lekceważeniem sakramentu. Oto co pisał św. Franciszek w „Pierwszym liście do kustoszów”: „Proszę was bardziej niż gdyby chodziło o mnie samego, o ile to jest stosowne i uważalibyście za pożyteczne, błagajcie pokornie duchownych, aby ponad wszystko czcili Najświętsze Ciało i Krew Pana naszego Jezusa Chrystusa oraz święte imiona i słowa Jego napisane, które konsekrują Ciało. Kielichy, korporały, ozdoby ołtarza i wszystko, co służy do Ofiary, niech będą kosztowne”. Ubóstwo Kościoła nie może bowiem przejawiać się w liturgii. Czyż bowiem Chrystus nie miałby zasługiwać na to, co najlepsze?


Idąc dalej, czy wyjście do ludzi, o co tak często apeluje papież Franciszek naprawdę powinno przejawiać się w robieniu sobie „selfi” z wiernymi? Takie zachowanie po prostu nie przystoi zwierzchnikowi Kościoła. Wyjście do ludzi powinno być wyjściem z czymś, to znaczy z nauczaniem, z Ewangelią, a nie z propozycją zrobienia sobie wspólnego zdjęcia. A oprócz różnego rodzaju „happeningów” (które być może są i miłymi czy wzruszającymi gestami), niewiele papież Franciszek przekazuje wiernym.
Również głoszone przez Franciszka homilie każą oceniać go niżej od poprzedników. Daleko im bowiem zarówno do teologicznej głębi homilii Benedykta XVI, czy do unikatowego łączenia trudnych teologicznych prawd z jasnością i klarownością myśli, które charakteryzowało przemówienia Jana Pawła II. Homilie Franciszka są proste, zwięzłe, ale i niewiele z nich wynika. Tutaj podkreślenie znaczenia wspólnego posiłku, tam pogrożenie mafii, ale gdzie sedno tego wszystkiego? Być może taki sposób rozjaśniania prawd Ewangelii spełnia swoją funkcję w niewielkiej parafii w Argentynie czy innym latynoamerykańskim kraju (w których w sposób specyficzny podchodzi się do kwestii wiary), jednak papież powinien wysyłać sygnał całemu światu, być inspiracją dla księży w ich codziennej pracy. „Kazania muszą być krótkie i pozytywne, nie mogą przypominać referatu czy wykładu. Należy w nich używać słów, które rozpalają serca” – zaapelował Franciszek w adhoracji apostolskiej „Evangelii gaudium”. Co miał na myśli mówiąc „pozytywne”, pewnie wie tylko sam Franciszek. Wydaje się jednak, iż rolą Kościoła było zawsze głoszenie prawdy, choćby była ona trudna, a nie dbanie o dobre samopoczucie wiernych.
Kolejną kwestią są wypowiedzi papieża udzielane ad hoc, spontanicznie w samolocie czy w wywiadach prasowych z dziennikarzami. Ciężko zmierzyć jak wiele już zamętu i sprzecznych interpretacji one wywołały. Zdaję sobie sprawę z tego, iż wiele z wypowiedzi papieża Franciszka różne media naginały i interpretowały zgodnie z własnym widzi mi się, jednak osoba na takim stanowisku powinna zdawać sobie sprawę z wszelkich konsekwencji, jakie mogą rodzić użyte w wypowiedzi określenia nieostre. To, co na początku pontyfikatu można jeszcze było tłumaczyć brakiem doświadczenia, po dwóch latach nie może już stanowić taryfy ulgowej. Ponadto, takie spotkania, okraszane często przez Franciszka barwnymi historyjkami czy bon motami zasłaniają rzeczywiste nauczanie Kościoła. Do ludzi dociera bowiem jedynie nieistotna historyjka czy dygresja, a nie esencja przekazu. Jest to zresztą pułapka, w którą wpadali i inni papieże, choćby Jan Paweł II, którego wypowiedzi część ludzi kojarzyła prawie wyłącznie z historyjką o kremówkach.
Na plus należy zaliczyć jednak zagraniczne wyjazdy papieża Franciszka. W ciągu dwóch lat swojego pontyfikatu odbył ich siedem, co jest wysokim wynikiem. Również dobór miejsc wizyt wydaje się być słuszny: Franciszek odwiedził państwa zarówno ważne dla Kościoła (np. Brazylia), jak i stanowiące trudny teren dla głoszenia Ewangelii (Izrael, Turcja, Korea Południowa).


Najlepszym podsumowaniem będzie zadanie sobie pytania, czy papież Franciszek sprostał wyzwaniom, jakie XXI wiek stawia Kościołowi Katolickiemu. W mojej opinii – nie. Ale nie mówię zdecydowanie nie, gdyż samo podejście do problemu bogactwa czy niedostępności osób duchownych jest trafne i odpowiada realnym potrzebom Kościoła. Jenak od papieża, który na sztandar swojego pontyfikatu wziął ubóstwo i służbę ludziom, należy oczekiwać więcej niż wymuszonych gestów ubóstwa czy lekceważenia liturgii. Należałoby się również zastanowić nad pojęciem autorytetu papieża, którego stanowisku została, według mnie, odjęta powaga. Bowiem autorytet, który można poklepać po plecach, przestaje być autorytetem.

Rafał Bilicki

Set your Twitter account name in your settings to use the TwitterBar Section.