Słuchając ludzi opowiadających o swoich poglądach, niezależnie, czy są to politycy, dziennikarze, czy też bliskie nam osoby, dyskutujące na żywo albo w internecie, łatwo można spotkać się z myśleniem “my i oni”. Zawsze, ci pierwsi, to zdroworozsądkowo myślące istoty, a ci drudzy to bezmyślna opozycja, która opiera swe przekonania na wymysłach, a nie faktach. Podziały między ludźmi się mnożą, jednak może tak naprawdę, są one jedynie wymysłem, może w ogóle nie istnieją?

Chciałbym podzielić się swoistym spostrzeżeniem. Wśród moich przyjaciół jest wiele osób, które należą do skrajnie różnych społeczności. Dla uproszczenia będę mówił o członkach kościoła katolickiego i osobach popierających ruchy takie jak LGBTQ+, czy instytucje feministyczne. Niemal każdego dnia trafiam w internecie na posty, w których jedna z wyżej wspomnianych stron, obrzuca inną obelgami, czy zarzutami. Najczęściej dotyczą one ich hipokryzji, głupoty, ślepoty. Czytając takie teksty pojedynczo, można dojść do wniosku, że krytykowana strona faktycznie jest podła i zepsuta. Jednakże, spoglądając na ogół wszystkich takich wypowiedzi dostrzega się mały problem. Obie strony mają odmienne systemy przekonań, ale sposób myślenia, retoryka pozostają takie same. Jeśli ktoś czytał “Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi” Dale’a Carnegie’a, to na pewno pamięta przytoczony tam przykład Ala Capone. Nazwsko, z pewnością, każdy kojarzy i nietrudno sobie wyobrazić tego kryminalistę, rządzącego pół świadkiem. Jednakże, do samego końca, sławny gangster był przekonany, że czyni dobro, służąc członkom swojej bliskiej społeczności.

Jest pewien dysonans między tym, co widzi świat zewnętrzny, a tym, co postrzegamy subiektywnie. Prawda jest taka, że chociaż chcielibyśmy wierzyć, że zło na świecie powoduje kilka osób, instytucji, czy rządów, to jednak rzeczywistym źródłem zepsucia jesteśmy my sami. Nie jest w tym stwierdzeniu nic odkrywczego, ale warto mówić o tym głośno, gdyż jest to często zapominany fakt. Nawet najgorszy człowiek kieruje się dobrem. Subiektywnie postrzeganym, ale zawsze – dobrem. Nie ma ich i nas. Wszyscy jesteśmy ludźmi i każdemu z nas zależy na tym, by świat uczynić lepszym.

Wracając do kwestii kościoła, LGBTQ+ i feministek, chciałbym przyjrzeć się dwóm wartościom, charakteryzującym te grupy. Miłosierdziu i tolerancji. Według encyklopedii PWN definiuje się je jako:

miłosierdzie
«dobroć i współczucie okazywane komuś»
tolerancja
1. «poszanowanie czyichś poglądów, wierzeń, upodobań, różniących się od własnych»
2. «zdolność żywego organizmu do znoszenia bez szkody dla niego niektórych bodźców
chemicznych, fizycznych i biologicznych»
3. «liczba określająca dopuszczalne odchylenie danej wielkości technicznej od jej
wartości nominalnej»

W przypadku tego drugiego pojęcia będę brał pod uwagę jedynie jego pierwsze znaczenie, dwa kolejne nie dotyczą tematu, którym się zajmujemy. Spójrzmy na te definicje. W obu padają bardzo piękne słowa: dobroć, współczucie, poszanowanie. Wiara katolicka skupia się na miłości bliźniego, w końcu “kochać drugiego człowieka, to widzieć twarz Boga”. Jednak trudno przychodzi jej wyznawcom dostrzec, że swoimi słowami, a nawet czynami, zadają cierpienie innym. Dobrym przykładem są organizowane akcje przeciwko osobom innych poglądów, jak wywieszanie plakatów antyaborcyjnych i anty-LGBT na ścianach kościoła. To samo dotyczy zwolenników LGBTQ+ i feminizmu. To przykre, że czasami ci walczący o tolerancję sami są źródłem… nietolerancji! Dobrze obrazują to posty zarzucające pewnym osobom używanie mowy nienawiści, poprzedzające treści takie jak “Ktoś-o-przeciwnych-poglądach to śmieć”. Jaki jest sens sprzeciwiać się pewnym praktykom, jednocześnie je stosując? W skrajnie różnych systemach przekonań mamy wartości, mające bardzo podobne znaczenie i słusznie, bo wszyscy jesteśmy w rzeczywistości tacy sami. Nie wiem czemu, często o tym zapominamy. Jasne, łatwiej jest nienawidzić, niż szanować. Ale nie jest trudno się pomylić w ocenie, pominąć jakiś aspekt.

Posługuję się tymi grupami społecznymi jedynie jako przykładem, problem dotyczy wielu innych. Nie chcę tu nikogo obwiniać, obrażać. Jednak myślę, że obie strony, jak i wszyscy przedstawiciele dowolnych poglądów powinni wchłonąć inną wartość, którego celem jest:

akceptacja
1. «aprobata»
2. «formalna zgoda na coś»
3. «pogodzenie się z czymś, czego nie można zmienić»
4. «uznanie czyichś cech, czyjegoś postępowania za zgodne z oczekiwaniami»

Łatwo jest stwierdzić, że ze światem jest coś nie tak. Że “oni” są wszystkiemu winni. Jednakże trzeba spojrzeć krytycznie nie tylko na innych, ale również na siebie. Zamiast kłócić się z osobą o innych poglądach, powinniśmy je zaakceptować, może zmienić perspektywę, dostrzec pozytywy tam, gdzie dostrzegaliśmy same wady? Czasami wystarczy pozbyć się ze swojego słownika takich rozkosznych wyrazów jak “katol”,”pedał” czy “feminazistka”,“ciemnogród”, czy “lewak”. Możemy dojść do wniosku, że większość podziałów, ze względu na poglądy jest złudna, bo tak naprawdę, pod maskami przekonań, kryją się te same osoby. Prawdziwe grupy, o których powinniśmy dyskutować, to nie te związane z prawicą i lewicą, ale te, które pracują nad sobą i kierują się rozumem lub krytykują innych, ulegając zwierzęcym instynktom. Warto to zrobić, nawet jeśli nie zmieni to drugiej osoby. Ale jeśli pozbędziemy się uprzedzeń we własnym myśleniu, świat na tym zyska. Nie jesteśmy w stanie wyzwolić się ze spojrzenia, że wszystko jest zepsute. Jednakże nie powinniśmy przestać próbować. Definiujmy nasze poglądy z perspektywy dobrych rzeczy, a nie poprzez opozycję do tego, co w naszym mniemaniu złe, gdyż łatwo się pomylić w tym względzie.

źródło: static.pexels.com/photos/697243/pexels-photo-697243.jpeg

Tagged with:
 
  • Stanisław Karkosz

    Hej! Miło jest się spotkać z taką krytyką, bo wiem, nad czym muszę popracować, choć trudno by mi było naczej ująć temat. Chciałem go jednak poruszyć, bo w moim przekonaniu jest to jedna z ważniejszych kwestii obecnego świata.

    Zdaję sobie sprawę, że mocno uprościłem cały problem, skupiając się na katolikach i feministach, obrońcach LGBTQ+; rzecz w tym, że możnaby tutaj opisać zupełnie inne grupy, jednak wybrałem je, ponieważ one przykładają szczególną wagę do miłosierdzia/tolerancji, a zależało mi na pokazaniu, że te grupy i wartości są one dość podobne, mimo iż się od siebie odcinają. Inna sprawa, że wynika to również z moich obserwacji; właśnie takie osoby najczęściej widzę na mediach społecznośćiowych, że odnoszą się od innych, nie wymagaąc od siebie. Ktoś o odmiennych obserwacjach napisałby z pewnością ten tekst inaczej, co jest dość oczywiste; nie jestem wszystkowiedzącym panem internetu, nie wiem, jacy są wszyscy ludzie. Ale widzę pewne rzeczy i dzielę się refleksjami na ich temat.

    Jeżeli chodzi o kwestię pokazania, że działania grup antyaborcyjncych to wybacz, że ci nie odpowiem. Powodem tej decyzji jest fakt, że chcę napisać o tym artykuł w najbliższym czasie i dopiero tam będę w stanie wyrazić pełny obraz moich myśli na ten temat. Niemniej, jeśli chcesz porozmawiać na ten temat, to napisz tutaj, albo znajdź mnie na fb, jestem oznaczony w poście kontry z tym tekstem. Z chęcią porozmawiam i poznam inne zdanie, za co byłbym wdzięczny, gdyż jak wspomniałem, chcę napisac o tym tekst i zawsze spojrzenie innej osoby się przyda.

    I dziękuję za lekturę, bo nawet jeśli nie zgadzamy się w pewnych kwestiach, miło wiedzieć, że ktoś to przeczytał 🙂

  • Mario

    Na świeżo, po przeczytaniu 2 refleksje:

    1. Oparcie artykułu na podziale katolik – feminista, obrońca środowisk LGBT jest zbyt dużym uproszczeniem (Jestem świadom tego, że uproszczenie jest nieuniknione w tak krótkich tekstach i autor nawet o tym wspomniał, jednak, moim zdaniem, podział ten nie jest trafny. Być może jednak należało to uproszczenie ograniczyć).

    2. Zupełnie nietrafne jest ponadto, według mnie, przytaczanie akcji antyaborcyjnych środowisk katolickich, jako przykład braku „dobroci, współczucia i poszanowania”. Jeżeli przyjmiemy, że dla wspomnianych środowisk życie zaczyna się od poczęcia, a więc już od tego momentu możemy mówić o istnieniu człowieka (a jest tak istotnie), to nieuniknionym skutkiem akceptacji takiego sądu jest uznanie aktu aborcji za uśmiercenie człowieka, czy brutalniej mówiąc, morderstwo. Jeżeli zatem, idąc dalej tym tokiem rozumowania oraz wcielając się na chwilę w rolę przedstawiciela takich poglądów, uznajemy aborcję za zbrodnię, to czy przeciwdziałanie zbrodni możemy uznać za akt, będący przykładem braku poszanowania innych ludzi? Odpowiedź wydaje się oczywista.

    Rozumiem intencję autora i w pewnym stopniu chciałbym nawet zgodzić się z jego tezami, z tym, że wspomniane tezy nie wybrzmiewają wystarczająco doniośle. Tekst nie ma jednoznacznego przekazu. Oczekiwałbym większej ilości punktów zaczepienia, z którymi można by polemizować, lub wręcz odwrotnie – zaakceptować. Artykuł wydawał się bardzo ogólny, dotykający tylko powierzchni problemu, zatem naprawdę trudno przeprowadzić jego merytoryczną analizę.

    Mam nadzieję, że moje spostrzeżenia nie będą odebrane, jako bezzasadna krytyka oraz liczę na merytoryczną dyskusję (jeżeli są oczywiście chętni).

Set your Twitter account name in your settings to use the TwitterBar Section.