|
Wpisany przez Filip Szyszkowski
|
|
czwartek, 26 stycznia 2012 01:29 |
|
„The Path of Totality” jest płytą nierówną tak bardzo, że bez skrzywienia mogę słuchać tylko trzech – czterech utworów. Totalnie brakuje ciężaru, refreny brzmią jak nowe Kombi.

Pierwsze, co muszę powiedzieć to, że wychowywałem się na muzyce Korn. Słysząc jaki czas temu singiel „Get up!” byłem zdziwiony, ale nie przerażony. Mariaż dubstepu z legendą nu metalu? To mogło się udać... Niestety się nie udało.
Podszedłem do „The Path of Totality” kompletnie otwarty. Powiedzmy, że zapomniałem o tak osobistych dla mnie płytach jak „Take a Look in the Mirror” czy „Issues”. Ale nie zmienia to faktu, że miałem oczekiwania podsycone dwoma naprawdę mocnymi singlami.
„The Path of Totality” jest płytą nierówną tak bardzo, że bez skrzywienia mogę słuchać tylko trzech – czterech utworów. Totalnie brakuje ciężaru, refreny brzmią jak nowe Kombi. Może przesadziłem, ale przykro mi, że zmarnował się taki potencjał. Nad albumem pracowali mistrzowie gatunków: Skrillex, Noisia, Excision i coś poszło nie tak. Wielka szkoda, bo mogła być to płyta wyznaczająca nowy kierunek, przecierająca szlaki, a dostaliśmy ‘ciekawostkę’ na kilka przesłuchań.
PoT nie jest najgorszym albumem dekady (gremialnie pojawiły się takie głosy na muzycznych portalach społecznościowych), to stwierdzenie jest wysoce krzywdzące dla Korn i jego gości. Po prostu z tego longplaya – po wyrzuceniu kilku kawałków - byłaby dobra epka.
Podsumuję ten album słowami zespołu Davisa: „Y'All Want a Single”. A jakie wyciągniecie wnioski to już wasza sprawa.
Filip Szyszkowski
Zobacz także na portalu Kontra:
|