|
W sobotę 19 listopada br., w hali nr 2 mieszczącej się w MTP w Poznaniu, odbył się koncert łódzkiego zespołu rockowego Coma. Muzycy zaprezentowali utwory ze swojej najnowszej płyty oraz wykonali piosenki z wcześniejszego dorobku muzycznego.
Wielu fanów czekających na koncert, ustawiło się przed wejściem na teren MTP na długo przed godziną osiemnastą. Gdy ochroniarze zaczęli wpuszczać, hala nr 2 w stosunkowo krótkim czasie wypełniła się ludźmi. Chcąc zająć najlepsze miejsce podczas koncertu, niektórzy od razu ustawili się pod sceną. Mijające minuty przynosiły coraz większe napięcie w oczekiwaniu na rozpoczęcie występu. Wiele osób zaczęło wspominać swoje poprzednie koncerty Comy, niektórzy po cichu wyrażali swoje nadzieje, że zespół zagra ich ulubione utwory.
Punktualnie o godzinie dziewiętnastej na scenie pojawiła się formacja Time to Express, będąca jednym z supportów. Pochodzący z Gryfic zespół grający rocka alternatywnego zaprezentował kilka autorskich utworów. Po nich przyszedł czas na zdecydowanie mocniejsze brzmienia. Kolejnym supportem była grupa Full Flavour pochodząca z Warszawy. Mocny głos wokalisty sprawił, że tłumy pod sceną szybko rozgrzały się przed pojawieniem Comy.
Kiedy przyszedł czas na występ łódzkiego zespołu, napięcie skoczyło jeszcze wyżej. Fani zaczęli głośno skandować nazwę grupy i klaskać w dłonie. W końcu na scenie pojawili się muzycy, ubrani na czarno i wymalowani czarną farbą, wyglądając identycznie jak na okładce ich najnowszej płyty. Gdy po hali rozniosły się pierwsze dźwięki utworu „0 Rh+”, wszyscy zaczęli głośno śpiewać wraz z wokalistą Piotrem Roguckim.

Zespół zagrał wszystkie piosenki z najnowszej płyty o roboczej nazwę „Czerwony album”, m.in. „Na pół”, Los, cebula i krokodyle łzy” oraz „Angela”. Po krótkiej przerwie po pierwszej części koncertu, wykonali niektóre stare utwory, m.in. „Transfuzję”, „Pierwsze wyjście z mroku” oraz „Zbyszka”. Całość występu skończyła się kilka minut po dwudziestej trzeciej, co i tak dla wielu fanów oznaczało zbyt krótki koncert.
Wracając do najnowszej płyty Comy, „Czerwonego albumu”, jestem zdania, że to obowiązkowa pozycja na liście każdego fana tego zespołu. Ale czy tylko? Skądże! Tym, którzy do tej pory nie mieli zbyt wielkiej albo nie mieli wcale, styczności z twórczością Comy, album również może przypaść do gustu. Z pewnością spodoba się tym, którzy lubią niebanalne, dające do myślenia teksty, skierowane do wymagającego słuchacza.
Album składa się z 12 piosenek, na rynku pojawił się 17 października. Zawiera utwory o mocniejszym, progresywnym zabarwieniu, jak np. „Angela” czy „Deszczowa piosenka”. Jednak można znaleźć tu nieco lżejsze numery, jak promujący płytę singiel „Na pół” oraz „Los, cebula i krokodyle łzy”. Jeśli chodzi o pozycję „Czerwonego albumu” na tle wcześniejszej twórczości Comy, nie trudno zauważyć różnice. Przede wszystkim płyta ta momentami jest bardziej optymistyczna od poprzednich dokonań zespołu. Niektórych fanów może razić ten fakt, jednak uważam, że wprowadzenie łagodniejszych akcentów wyszło Comie na dobre.
Piosenki, jak wcześniej wspomniany utwór „Na pół”, pomimo, że zawierają lżejszą linie melodyczną, nie straciły na wysokim poziomie tekstów. Uważam, że treści przekazywane w utworach Comy zawsze były dużym plusem ich twórczości. W „Czerwonym albumie” nadal ten plus jest i z pewnością nie w zmniejszonym stopniu. Mając porównanie również z wersją koncertową, jestem zdania, że Coma daję radę z nowym materiałem także podczas występów na żywo. Sama atmosfera, którą trudno opisać, jest tego najlepszym dowodem.
Tych, którzy byli na ostatnim koncercie Comy w Poznaniu i znają ich najnowszą płytę, nie trzeba przekonywać o słuszności tych słów. A resztę, której 19 listopada zabrakło lub jeszcze nie zapoznali się z ostatnią twórczością łódzkiego zespołu, gorąco do tego zachęcam.
Marzena Bloch
Źródło zdjęcia: Oficjalna strona zespołu Coma. Materiały prasowe.
Zobacz także na portalu Kontra:
|