| O Edycie Geppert |
| Wpisany przez Elżbieta Stachowiak | |||
| sobota, 09 lipca 2011 16:47 | |||
|
Myślę, że dzięki temu niezwykłemu wieczorowi jaki spędziłam z Edytą Geppert i jej piosenkami, udało mi się choć przez chwilę pobyć w jej świecie i trochę bardziej go zrozumieć. Jest to świat tajemniczy, gdzie czas zdaje się nie mieć znaczenia, świat prawdziwej artystki, wolny od reguł rządzących współczesnym show- biznesem. O Edycie Geppert, wiedziałam tyle co każdy z nas. Z łatwością zanuciłabym znaną wszystkim piosenkę „Och, życie kocham cię nad życie”, lub „Psie smutki” z ukochanego, dziecięcego filmu o Panu Kleksie. Podanie większej ilości informacji na temat piosenek, lub życia artystki, sprawiłyby mi nie lada problem. Dopiero zdobycie biletu na jeden z jej koncertów i pomysł przeprowadzenia wywiadu zachęciły mnie do poszperania w Internecie i poczytania trochę o piosenkarce. Znalezione tam informacje utwierdziły mnie w przekonaniu, iż na koncert najlepiej zabrać porządną paczkę chusteczek i zrezygnować z jakiegokolwiek wywiadu.
Myślę, że dzięki temu niezwykłemu wieczorowi jaki spędziłam z Edytą Geppert i jej piosenkami, udało mi się choć przez chwilę pobyć w jej świecie i trochę bardziej Po koncercie, nie żałowałam, że nie poprosiłam o wywiad. To, co wydarzyło się na scenie nie wymagało komentarza. Miałam wrażenie, że podczas występu piosenkarka powiedziała wszystko, co miała ochotę powiedzieć tego wieczoru. Dla mnie to ideał artysty, który poprzez swoją pracę opowiada ludziom o sobie, o tym, co ważne, a przy tym pozostawia też pewien obszar niedopowiedzeń i enigmatyczności. Ideał, który ma oczywiście swoje „dziwactwa” (któż ich nie ma), ale po jakimś czasie zaczynamy rozumieć, że są one w pełni uzasadnione, a bez nich artysta nie byłby już tym samym artystą. Czarny strój pozwolił mi się skupić na tym, co najważniejsze - na słowach i muzyce. Wracam czasem, do jej piosenek, ale z przykrością stwierdzam, że czegoś mi brakuje, „trudno zadowolić się reprodukcją, gdy obcowało się z oryginałem”. Elżbieta Stachowiakfot. Andrzej ŚwietlikZobacz także na portalu Kontra:
|









Pobierz pierwszy numer papierowej Kontry!