| Muzyczny folklor nad Wartą - relacja z Ethno Portu |
| Wpisany przez Kacper Dziekan | |||
| środa, 22 czerwca 2011 13:20 | |||
|
W dzisiejszych czasach, muzycznie zdominowanych przez elektro, czy inne indie, imprezy takie jak Ethno Port należą już do rzadkości. Przez cały ostatni weekend, nad starym korytem Warty, zbierać się mogli miłośnicy muzyki folkowej, aby posłuchać wykonawców z całego świata.
Kolejna edycja poznańskiego festiwalu obfitowała w wyjątkowe wydarzenia. Każdy z trzech dni festiwalowych wypełniony był po brzegi różnorodnymi zespołami reprezentującymi różnorodne, nieraz bardzo odmienne gatunki muzyki etno. Z nieskrywaną przyjemnością oglądałem na scenie kolejne zespoły pozbawione „producentów”, czy „didżejów”. Swoje walory zaprezentowali m.in. ukraińska grupa Dakhabrakha, wykonująca pieśni z Dzikich Pól, czy międzynarodowy kolektyw „Yemen Blues”, który w niesamowity sposób łączył tradycyjne melodie Jemenu, Izraela i Urugwaju dodając stylistykę Bluesową. Nie sposób też nie wspomnieć o solistach z A Filetta. Ci panowie wykonują pieśni rodem z Korsyki. Ich występ odbył się w kościele, którego akustyka doskonale podkreślała możliwości wokalne francuskich wyspiarzy, których śpiew rezonując z sobą, niósł się wzdłuż naw. Sporym rarytasem był także występ Christine Salem z małej wysepki na Oceanie Indyjskim. Przeniosła ona słuchaczy w kolonialną przeszłość XVIII wieku. Wówczas właśnie, wśród lokalnych niewolników zrodził się styl muzyki zwany maloya, który Salem wykonuje. Interesujących wykonawców było znacznie więcej, codziennie nad Wartą unosił się dźwięk najróżniejszych instrumentów i najrzadszych języków. Koncerty nie były jedynymi punktami festiwalowego programu. Dodatkowo można było uczestniczyć w różnych warsztatach i projekcjach filmowych oferowanych przesz organizatora Ethno Portu – Zamek.
W ogólnym rozrachunku, trzy wieczory spędzone na Ethno Porcie z pewnością zaliczę do udanych i pozostaje się jedynie cieszyć, iż ciągle jest wola w narodzie, aby takie festiwale istniały. Co by nie mówić, zjechała się do Poznania światowa czołówka takiej muzyki.
Ukraiński zespół Dakhabrakha
Christine Salem Kacper DziekanZobacz także na portalu Kontra:
|








Z nieskrywaną przyjemnością oglądałem na scenie kolejne zespoły pozbawione „producentów”, czy „didżejów”. Swoje walory zaprezentowali m.in. ukraińska grupa Dakhabrakha, wykonująca pieśni z Dzikich Pól, czy międzynarodowy kolektyw „Yemen Blues”, który w niesamowity sposób łączył tradycyjne melodie Jemenu, Izraela i Urugwaju dodając stylistykę Bluesową. Nie sposób też nie wspomnieć o solistach z A Filetta. Ci panowie wykonują pieśni rodem z Korsyki.
Organizacyjnie festiwal zdał egzamin, choć było parę niedociągnięć. Podczas występu Dakhabrakhy, głośniki skutecznie zniekształcały wiolonczelę, dają charakterystyczny dźwięk, porównywany zazwyczaj z odgłosami towarzyszącymi wzdęciom. Ponadto, firma cateringowa serwowała dania z grilla po cenach iście restauracyjnych. Elegancko restauracyjnych, rzekłbym nawet. Na festiwalach celujących w raczej zamożniejszą klientelę można kupić kiełbaskę taniej. Na szczęście w niedalekim sąsiedztwie znajduje się Krecik 24 h, którym można się było salwować w przypadku kryzysu głodowego. Takoż zakaz wnoszenia piwa na bezpośredni teren koncertowy nastręczał pewnych niewygód, no ale tak jest już prawie wszędzie i trzeba się przyzwyczaić.

Pobierz pierwszy numer papierowej Kontry!