W Berlinie, nieopodal widocznej z daleka słynnej Wieży Telewizyjnej, znajduje się niecodzienne muzeum. Chodząc po takich przybytkach jesteśmy przyzwyczajeni do oglądania dzieł sztuki, eksponatów będących bronią, narzędziami czy przedmiotami codziennego użytku. W tym przypadku, w gablotach widnieją… ludzie.

Prawdę powiedziawszy, gdy po raz pierwszy usłyszałem o tej koncepcji, nie wzbudziła mojego zainteresowania, a wręcz odrzuciła od siebie. Choć niosła ze sobą potężną dawkę wiedzy na temat ludzkiego ciała, o którym podręczniki do biologii nie rozpisują się tak obrazowo, to jednak pomysł wystawienia na widok publiczny narządów, tkanek, mięśni czy kości ludzi, którzy przed śmiercią podpisali dokument o wykorzystaniu ich ciał do badań naukowych, był moim zdaniem, delikatnie to ujmując, dedykowany jedynie do studentów medycyny. W życiu jednak trzeba się przełamywać i stwierdziłem, w dodatku po okazyjnej cenie 6 euro (w pierwszy poniedziałek miesiąca, przynajmniej dla studentów, można kupić 2 bilety w cenie jednego), że sprawdzę na własne oczy, co oferuje najstarsze tego typu muzeum na świecie.

Już na początku wystawy zmieniłem zdanie. Szybko odchodzą myśli o pochodzeniu eksponatów, a zadziwia skomplikowanie naszego organizmu, który choć kryje się pod cienką warstwą skóry, nie mamy okazji się mu przyjrzeć. Początkowo przedstawiono szkielet, czyli prawdopodobnie najmniej poruszający element budowy człowieka, lecz tuż obok widnieją układy mięśni wraz z narządami w środku, w trakcie różnych aktywności fizycznych – tańca, ćwiczeń siłowych, stąd widać wyraźnie napięte muskuły. Idąc dalej zobaczymy, jak długie są nasze jelita, jakiej wielkości są nerki czy motor napędowy każdego człowieka, czyli serce, umiejscowione zarówno osobno na wystawie, jak i obok siebie w ciele.

Muzeum dzieli się na różne układy – kostny, mięśniowy, pokarmowy, rozrodczy, krwionośny, nerwowy. Szczegółowo opisana jest współpraca poszczególnych narządów, które zyskują znaczenie dopiero dzięki wspólnemu działaniu. W pomieszczeniu z gablotami zawierającymi narządy płciowe, wytłumaczone jest krok po kroku, w jaki sposób produkowane są gamety, a za kotarą zobaczymy efekt ich połączenia – płód w poszczególnych fazach rozwoju, liczony co kilka tygodni.

Moją szczególną uwagę przykuło ukrwienie człowieka i niezliczona ilość drobnych żyłek, które nagromadzone są w każdej części ciała, a szczególnie w głowie i w klatce piersiowej. Tworzą czerwoną sieć podobną do pajęczyny, która otula narządy i jest z nimi połączona. Największe wrażenie robi serce, będące jednym swoistym połączeniem żył, jak można by było je o to podejrzewać.

Przybytek proklamuje zdrowy tryb życia, podkreślany na każdym kroku – zaleca stosowne zachowania czy dietę, które usprawnią poszczególny układy naszego ciała. Palacze mogą po obejrzeniu jednej gabloty zastanowić się nad sensem tego nałogu – po prawej stronie przedstawiono zdrowe płuca, z kolei po lewej płuca palacza, pokryte czarnymi plamami. Po środku leży pełna filiżanka z popiołem symbolizująca ilość substancji, które zostają w organizmie po paleniu paczki papierosów dziennie przez rok.

Była to końcówka tej niezapomnianej wystawy, w czasie której dowiedziałem się o budowie ludzkiego ciała więcej niż w czasie jakichkolwiek lekcji biologii. Nie wyobrażamy sobie, z jak drobnych detali składa się nasz organizm, a tutaj jak na dłoni można je dostrzec. Moim zdaniem, będąc w Berlinie, jest to obowiązkowy przystanek dla każdego turysty.

Tagged with:
 
Set your Twitter account name in your settings to use the TwitterBar Section.