|
Jak narodziła się idea LipDuba na UAM? Co jego organizatorzy myślą o podobnych projektach na innych uczelniach? Jak zareagował zespół Alphabeat na wykorzystanie ich piosenki? - wywiad Olgi Kłos z organizatorami imprezy w Poznaniu.

Spotykamy się niedaleko miejsca, w którym 13 grudnia 2009 roku zostały nagrane pierwsze sekundy poznańskiego LipDubu. Najwyższe piętro budynku, cisza, spokój, studentów brak – na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa panuje zupełnie inna atmosfera niż tamtego pamiętnego dnia. Marcin Robakowski, główny organizator, przybywa wraz ze współorganizatorem, Piotrem Czaską. Niewinnie napomina, że czuje się śpiący – w związku z czym pada moje pierwsze pytanie, ot – na rozbudzenie.
Olga Kłos: W ostatnim czasie poznański LipDub trafia do szerszej publiczności za pomocą wielu mediów, szczególnie Internetu, prasy i telewizji. Jakie jest twoje miejsce w tej sytuacji? Spodziewałeś się takiego obrotu wydarzeń? Marcin Robakowski: Spodziewałem się, ale nie aż takiego. Kiedy zabieraliśmy się za LipDub, nie wydawało nam się, że uzyska on jakikolwiek rozgłos. Faktem jest, że wszystko przybrało duże rozmiary. Postaraliśmy się o patronów medialnych i chcieliśmy, żeby studenci – przede wszystkim studenci – zobaczyli efekt, ale nie spodziewaliśmy się, że będzie on pokazywany przez największe media w kraju, i że dotrze do takiej szerokiej rzeszy odbiorców.
Wróćmy jednak do czasu, kiedy LipDubu jeszcze nie było – czyj to był pomysł i w jakich okolicznościach narodziła się idea kręcenia go? MR: Pomysł był mój. Jeden z moich kolegów pokazał mi tego typu klip, ale zupełnie przypadkowo, nie wiedział, że jest on związany z międzynarodowym projektem. Po prostu pokazał mi fajny klip, powiedział: "Zobacz, to nakręcili studenci" – nawet nie wiedział skąd są, a ja zacząłem szukać, sprawdzać. Następnego dnia pomyślałem sobie, że warto zrobić takie coś u nas, że jest szansa, ale potrzebowałem jakiegoś potwierdzenia – i to właśnie Piotr był pierwszą osobą, która dowiedziała się o moich zamiarach. Na początku był sceptyczny, spojrzał dziwnie, ale dwa, trzy zdania wystarczyły, żeby go przekonać.
Co z innymi? Czy trudno było znaleźć resztę entuzjastów, którzy ramię w ramię poprowadziliby projekt do końca? MR: Nie było trudno dzięki moim znajomym, o których od razu pomyślałem, że będą odpowiedni. Oni też znają mnie – kiedy coś zaczynam, to robię wszystko, żeby zrobić to dobrze – i też właśnie takie osoby starałem się znaleźć; żeby były to osoby z jakimś doświadczeniem. Na przykład Piotrek – on ma taki charakter, jest bardzo charyzmatyczny i potrafi dobrze zająć się pewnymi kwestiami, wykonać je do końca. Na ten przykład jeszcze Karol Kieżel, który zajął się stroną graficzną.
I praca ruszyła pełną parą, jednakże w pewnym momencie doszły was słuchy najpierw o LipDubie z Krakowa, potem z Warszawy – jak wpłynęło to na dalsze poczynania? Piotr Czaska: Od początku naszym założeniem było zaakceptowanie nas przez międzynarodowy projekt University LipDub i wzięcie w nim udziału zgodnie z jego zasadami, a to że inne uczelnie zabrały się za niego w tym samym czasie odebraliśmy pozytywnie, napędzało to nas do dalszego działania. Nigdy nie chodziło o żadną konkurencję. Jest to taki projekt, który łączy wszystkich studentów, bez względu na to, czy są we Wrocławiu, czy w Krakowie, czy w Poznaniu. MR: Na pewno zostaliśmy dzięki temu zmotywowani jeszcze bardziej, żeby zrobić dobrze to, co zaczęliśmy. To była taka zdrowa mobilizacja.

Co myślicie o tych projektach? MR: To zależy. Są trzy różne nagrania, a każda z uczelni podeszła do tematu inaczej. Oczywiście mógłbym oceniać od strony technicznej, wskazać plusy i minusy. My podeszliśmy do zadania bardzo poważnie, od początku wiedzieliśmy, z czym chcemy się mierzyć. Jeśli istnieje taka świadomość, to jest szansa na duże, pozytywne efekty. A jeśli uważa się, że będzie to tylko zabawa, to wtedy owszem jest zabawa, ale klip nie wygląda już za dobrze... PC: Żeby było to ciekawe dla odbiorcy, nie mogło być zrobione "na hurra". Tyle w temacie Krakowa i Warszawy.
Mimo, że projekt LipDub UAM 2009 nie okazał się pierwszym tego typu nagraniem w Polsce, to i tak wiedzie prym nad pozostałymi, co widać po ilości obejrzeń czy komentarzy na YouTube. A co o efekcie myślą sami organizatorzy? MR: Jesteśmy zadowoleni, mówiąc skromnie. PC: Jest to dla nas wielka satysfakcja. Teraz jeszcze zainteresowanie mediów, przychylne opinie studentów, wykładowców – wszystko to jest bardzo miłe. Poza tym, jesteśmy inspiracją dla innych – widzieliśmy już filmik o studencie, który lata po całym Poznaniu w rytmie "Fascination".
Pewnie miło słyszy się także to, że sam zespół umieścił na swojej stronie oficjalnej bezpośredni link do nagrania. Jak wyglądał wybór piosenki? MR: To jest ciekawa historia. Siedzieliśmy nad wyborem do późna w nocy. Powiedzieliśmy sobie, że musimy w końcu wybrać piosenki do sondy. Są miliony piosenek, a trzeba wybrać jedną i nagrać do niej klip. 5 – 6 godzin i wybraliśmy. "Fascination" wygrało z dużą przewagą i to zmieniło moje zdanie na jej temat – przekonałem się do niej, bo na początku brałem pod uwagę inne, lepsze piosenki. PC: Piosenka jest bardzo ważna. My sugerowaliśmy się zasadami – nie może być zbyt znana, nie chcieliśmy odsłon na YouTube dla samej piosenki. Tak jest w słynnym LipDubie z Kanady, chociaż pomijając to, jest on jest zrobiony bardzo dobrze. Chcieliśmy jeszcze, aby piosenka była rytmiczna i miała w miarę łatwy tekst, dobry przekaz. Myślę, że udało nam się zachować te kryteria.
Jak można opisać atmosferę panującą w dzień nagrania? MR: Przerosła nasze oczekiwania! PC: Wiedzieliśmy, że musimy sprawić, żeby aktorzy poczuli ducha piosenki. Jedyne, co mogliśmy na początku zrobić, to zamknąć ich wszystkich w jednej sali i śpiewać z nimi. To zaowocowało tym, że ludzie na planie świetnie się bawili. Każdy sektor, każda część planu miała swoją własną imprezę, ludzie bawili się świetnie w rytm jednej i tej samej piosenki. MR: Mnie jeszcze zaskoczyło to, że każdy, kto zgłosił się do projektu, wytrzymał tych 8 godzin. Nikt nie był aktorem z prawdziwego zdarzenia, ale wszyscy dali radę. Od nikogo nie usłyszałem, że ma już dosyć.

Jako uczestniczka potwierdzam, że atmosfera była niezapomniana i widać po klipie, że zaprocentowała, ale od początku powtarzaliście nam, że nic nie odbyłoby się bez wsparcia władz wydziału. Na ile działania wsparł wydział, a w jakim stopniu sama uczelnia? MR: Wsparł nas tylko wydział, jako takiego kontaktu z władzami uczelni nie było. Przesyłaliśmy tylko komunikaty prasowe. Jedyny kontakt studenci-władze był z władzami wydziału. Były potrzebne pewne pozwolenia, na przykład na wejście na dach, ale dzięki współpracy wszystko dobrze się potoczyło.
A czy jest ci coś wiadomo na temat tego, czy uczelnia chce wykorzystać klip w swojej promocji, na przykład podczas przyszłej rekrutacji? MR: Na razie nic o tym nie wiem.
Wszystko to tłumaczyłoby fakt, że wzmianka o LipDubie pojawiła się na stronie dość późno, a także i my, uczestnicy i inni zainteresowani, oczekiwaliśmy nagrania czas jakiś, zanim pojawiło się ono na YouTube – dlaczego? MR: Nagranie wrzuciliśmy na YouTube od razu, ale tak się złożyło, że cały tydzień później była pewna blokada ze strony serwisu, co nie było zależne od nas. Jednak faktem jest też to, że pierwsze dwa, trzy dni musieliśmy nagranie nieco zmodyfikować. PC: Ale tu już chodziło tylko o względy techniczne, nagranie w High Definition itd. MR: Od początku nie spieszyliśmy się, staraliśmy wszystko zrobić jak najlepiej i jak najdokładniej.
Czy polecacie podejmowanie podobnych inicjatyw? MR: Oczywiście. Warto brać czynny udział w życiu studenckim. Można się wiele nauczyć – dla nas LipDub był nie tylko zabawą, ale i prawdziwą lekcją życia. Jest mnóstwo możliwości dla studentów. Nie ma co się zastanawiać, trzeba dobrze wykorzystać ten czas. PC: Jest to czas, żeby rozwijać swoje pomysły, swoją kreatywność, realizować marzenia. Jak najbardziej polecamy takie inicjatywy. MR: Do dzieła!
Rozmawiała Olga Kłos w tekście wykorzystano screeny z LipDuba UAM, dostępnego na stronie www.lipdub.pl
Zobacz także na portalu Kontra:
|