|
Z dużym zainteresowaniem obserwowałem zamieszanie wokół komiksu "Chopin. New Romantic". Insynuacjom i przypuszczeniom nie było końca, "prowokacja i celowe psucie wizerunku Polski na Zachodzie", tak brzmiał wyrok mediów. A Ministerstwo Spraw Zagranicznych, które było jednym ze sponsorów wydawnictwa, zdecydowała o zniszczeniu całego nakładu.
Pewnie zaraz odezwą się głosy, że mówię o rzeczy, której nie widziałem, bo jak miałem widzieć, skoro albumy mają zostać zniszczone i nie trafiły do dystrybucji. Z pomocą przyszedł niezastąpiony internet, w którym po głębszym poszperaniu udało się znaleźć skan owego wydawnictwa i dzięki temu mogę się podzielić z Wami swoją refleksją.
Bo Chopin to podstawa (czy to w płynie, czy na papierze)
W albumie znajduje się siedem historii, inspirowanych postacią Fryderyka Szopena, wykonane one zostały przez młodych, ale uznanych przedstawicieli komiksu. Również wydawnictwo, które przygotowywało publikację (Kultura Gniewu), znane jest z prac przeznaczonych dla dojrzałego odbiorcy ("Wartości rodzinne", "Boska tragedia"), jednak zawsze są one utrzymane w bardzo dobrym stylu oraz niosą niezwykle ciekawe obserwacje dotyczące kultury, sztuki, mediów i życia w Polsce. Podobnie jest i tym razem. Historie są zróżnicowane i pokazują, że o Chopinie, można mówić na wiele różnych sposoób, jest on postacią wielowymiarową i wspaniałym kompozytorem. W zeszłym roku obchodziliśmy tzw. "Rok Chopinowski". Dlaczego napisałem tak zwany? Otóż właśnie dlatego, że poza kilkoma publikacjami, konferencjami i koncertami, nie udało się "odczarować" jego postaci. Zakurzona gablotka z napisem "zabytek kultury klasy zerowej", nadal porasta pajęczynami. Mimo szumnych zapowiedzi, odnowienia wizerunku i promowania go wśród społeczeństwa, nic takiego nie miało miejsca. Kiedy w zeszłym roku pisałem o niezwykle ciekawym billboardzie, na którym Chopin miał bluzę z dresu i słuchawki, miałem nadzieję, że tak będzie wyglądał cały rok. Niestety znowu pompa i sztampa wygrała z kreatywnością, a wizerunek naszego kompozytora staje się tak sztywny jak prześcieradło onanisty i wkrótce może się połamać. Poza tym nie wiem, czy komiks, w którym się przeklina, jest większym "policzkiem" dla Chopina od wódki nazwanej na jego część (również będącej flagowym polskim produktem na Zachodzie)
Społeczeństwo się oburza i grozi palcem
W ostatnim raporcie na temat kultury opublikowanym na portalu Wirtualne Media aż 27 procent społeczeństwa zainteresowanego jest kulturą. Z tego oszałamiająca liczba 2,4 informacji o kulturze szuka w czasopismach fachowych i przewodnikach. Jednak po wybuchu "Afery Chopinowskiej", na forach zaroiło się od znawców i krytyków zarówno szeroko pojętej sztuki, jak i komiksu.
"Równie dobrze można nazwać sztuką...... zużyty papier toaletowy, naskładany i zszyty, bo każdy użyty skrawek miałby inny odciśnięty wzór."
"Miejscem takiej "kulturalnej" sztuki jest szambo i tam powinno się wrzucić jej przedstawicieli."
"Komiks trudno nazwac sztuka, to obrazki z minimalna iloscia tekstu, zeby ktos na poziomie IQ20 byl w stanie cos z tego zrozumiec. Bez obrazkow nie da rady, bo przeczyta dwa akapity i sie zmeczy i nic nie zrozumie z tego co przeczytal. Sadzac z tego, co powiedziano wczesniej o fabule tego dziela, nie rozni sie ono niczym od innych. Nazywanie tego sztuka jest dosyc karkolomne, no ale jesli ktos z nia nie obcuje to jak przeczyta (sory obejrzy:)) komiks to bedzie mial swiadomosc kontaktu ze sztuka. Pytanie jest inne, gdzie byli ci debile wtedy kiedy rodzil sie sam (chory) pomysl tego przedsiewziecia. "
"Tego nie da się obronić. Taki komiks to śmiec, podobnie, jak urzędnicy, którzy to przepuścili i zapłacili za taki gniot. Dodam jeszcze, że kulturalni ludzie i dobrze wychowana młodzież nie posługuje się takim językiem w towarzystwie, bo to tak, jakby puścić bąka przy stole!"
[zachowana została pisownia oryginalna]
Jak widać w powyższych, spontanicznych wyrazach oburzenia, Polacy dobry gust wysysają z mlekiem matki i na żadną pseudosztukę, obrazki dla ludzi z IQ oscylującym w okolicach 20 puntów nabrać się nie dadzą. Nie jesteśmy również fanami puszczania bąków przy stole, bo przecież tak nie wypada. I ten apel warto skierować do wszystkich, którzy próbują za publiczne pieniądze upowszechniać swoje wątpliwej jakości maluneczki szargając przy okazji Wytwór Polskiej Kultury NO.1, jakim dla każdego z życzliwych kulturalnych jest z pewnością Chopin. Bo czego jak czego, ale kultury będziem i widłami bronić. Więc zakrzyknijmy chórem "hańba, hańba" (można również w sposób całkowicie spontaniczny trzasnąć drzwiami i się obrazić).
Nie o takiego Chopina walczyli nasi dziadowie
Jest takie przysłowie, że na wojnie jako pierwsza pada prawda. Tak jest również w tym przypadku. Na siedem historii tylko w jednej zdarzają się wulgaryzmy, ale nie odbiegają one właściwie od powszechnie spotykanego języka, zarówno młodych, jak i nieco starszych osób. Więc o co cała ta draka? Najprostszym stwierdzeniem byłaby teoria o "tabloidyzacji" mediów, które tak bardzo rozdmuchały aferę wokół tego komiksu, że do obywateli dotarła tylko wiadomość, że komiks usiany jest wulgaryzmami, agresją i narkotykami. Jaka jest prawda, może przekonać się właściwie każdy internauta, ściągając skan albumu i go czytając. A wszystkim innym zalecałbym odrobinę rozwagi i niestosowania taktyki "owczego pędu" wobec wszystkiego, co zobaczą/przeczytają w mainstreamowych mediach. Nie znam się, nie czytałem - to nie wypowiadam się. Czy to aż takie trudne?

Radek Szczygieł
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
Zobacz także na portalu Kontra:
|