| Pęknięta amfora, czyli co począć ze sztuką? |
| Wpisany przez Piotr Byczko | |||
| piątek, 19 listopada 2010 23:28 | |||
|
Zbyt niezrozumiała, zbyt elitarna, zbyt osobista, tak, że nie może jej docenić postronny widz. Nowoczesny obraz: chaotyczne plamy barwne z przypisanym im abstrakcyjnym znaczeniem. Albo celowa prowokacja, mająca na celu obalenie jakiegoś społecznego tabu… ale ileż można prowokować?
Przeczytaj też w Kontrze: Artyści czy pseudoartyści - polemika „Sztuka nowoczesna jest do chrzanu” – takie opinie słyszę coraz częściej, nie tylko od starszych, ale i od moich rówieśników. Argumentuje się zwykle: zbyt niezrozumiała, zbyt elitarna, zbyt osobista, tak, że nie może jej docenić postronny widz. Nowoczesny obraz: chaotyczne plamy barwne z przypisanym im abstrakcyjnym znaczeniem. Albo celowa prowokacja, mająca na celu obalenie jakiegoś społecznego tabu… ale ileż można prowokować? Jak widz będzie się na to nabierał? I czy niszczenie to jedyna rola sztuki? Sprowadzanie jej roli do takich „zadań” i wbijanie w ramy definicji stoi wg mnie w sprzeczności z jej istotą. Sztukę powinno się czuć, nie określać. Można też odwrotnie – istnieje też w końcu tzw. „kultura masowa”. Ta z kolei jest pod względem estetycznym – kiczowata, a merytorycznym – wyprana z oryginalnych myśli czy jakiegokolwiek głębszego przesłania. Za to dociera do wszystkich, pojawia się na koszulkach czy w lodówkach – za jej przejaw uważam też wszelkie próby stworzenia „alternatywy”… bez poważnej próby zdefiniowania wobec czego stajemy się „alternatywni” nosząc takie a nie inne buty. Słowo „alternatywa” staje się mantrą zastępującą dawną „awangardę”, która przewijała się przez XIX i XX wiek. Aż coś się we mnie przewraca, gdy słyszę takie opinie. I to nie dlatego, żebym był miłośnikiem sztuki współczesnej (jakim niestety zdecydowanie nie jestem). Więc stworzyliśmy już całe piękno, jakie stworzyć można było? Ja boję się zaakceptować pogląd, że gatunek ludzki zestarzał się już na tyle, że osiągnął stan twórczej impotencji. Nagle wyginęli wśród nas wszyscy pisarze, poeci (z tymi nie jest jeszcze najgorzej), malarze i architekci? Czego to skutek, promieniowania kosmicznego? Wojny światowej? Złej diety? Ale faktem jest, że dawno nie widziałem czegoś równie zachwycającego, jak prace Caravaggia, Botticelliego, Gauguina czy Dalego… w najlepszym razie prace są ładne (dekoracyjne) lub zastanawiające… sądzę jednak, że to za mało. Próbuję sobie wytłumaczyć to tak: zmieniała się nie jakość, a ilość. Artystów mamy na pęczki, jak nigdy wcześniej w dziejach świata… Ale tych wybitnych jest tak niewielu jak zawsze, i możemy mieć problem, by ich w tym tłumie odnaleźć. Piotr ByczkoZobacz także na portalu Kontra:
|













Pobierz pierwszy numer papierowej Kontry!