| I ty cenzorze, co za wiersz ten, zapewne skażesz mnie na ciupę |
| Wpisany przez Kacper Dziekan | |||
| środa, 24 sierpnia 2011 18:52 | |||
|
Jeśli więc autorowi zabrakło jaj, żeby pewne śliskie tematy poruszać, to po co w ogóle decydował się na zawarcie tych niewygodnych wierszy w swoim dziele? No i po co promuje się klipem akurat z jednego z tych utworów? Po co wyraźnie w tytule zaznaczać, że jest to spektakl dla dorosłych, a nie dla dzieci, jeśli jedyne przekleństwo na jakie sobie pozwolono i tak zagłusza się wymownym pikaniem. Poszedłem ja całkiem niedawno do teatru na spektakl pt. „Tuwim dla dorosłych”. Do napisania tego felietonu skłonił mnie pewien, przyznam, rozczarowujący aspekt tegoż spektaklu. Otóż reżyser Satanowski Jerzy postanowił dokonać na swej sztuce autocenzury! Zdało mi się to o tyle dziwne, że spektakl reklamowany jest jako odważne spojrzenie na twórczość Tuwima w całej rozciągłości.
Generalnie rzecz biorąc, w moim odczuciu twórczość ową zaprezentowano całkiem ciekawie i przekrojowo. Jednakże kwestia cenzury położyła cień, na mimo wszystko wysokiej ocenie tej sztuki. Szczególnie uderzył mnie fakt, że ocenzurować postanowiono m.in. „Wiersz, w którym autor grzecznie, ale stanowczo uprasza liczne zastępy bliźnich, aby go w dupę pocałowali”. Wiersz atakujący bardzo szeroką gamę różnych grup społecznych, zawodowych, czy religijnych. Wiersz ten wszakże sam w sobie jest satyrą na kwestię cenzury właśnie, zatem cenzurowanie w XXI wieku przedwojennego utworu jawi mi się działaniem wybitnie karkołomnym i hipokrytycznym. Co istotne, z dzieła tego wyrzucono strofy uderzające w Kościół katolicki oraz Żydów. Cenzurze poddano także „Bal w operze”, który pozbawiono fragmentów wulgarnych. Jeśli więc autorowi zabrakło jaj, żeby pewne śliskie tematy poruszać, to po co w ogóle decydował się na zawarcie tych niewygodnych wierszy w swoim dziele? No i po co promuje się klipem akurat z jednego z tych utworów? Po co wyraźnie w tytule zaznaczać, że jest to spektakl dla dorosłych, a nie dla dzieci, jeśli jedyne przekleństwo na jakie sobie pozwolono i tak zagłusza się wymownym pikaniem. Z tego wszystkiego odnoszę wrażenie, że mamy obecnie w kulturze do czynienia z pewnym dualizmem. Z jednej strony współczesne teatry nie stronią od wulgaryzacji, prymitywizacji, czy przełamywania tabu (czasem tylko po to, żeby zaistnieć) i traktowane jest to jako coś normalnego (wszak teatr przez długi okres w historii uchodził za teren bezeceństw, prostactwa i bezpruderyjności jeno motłochu godnych). Z drugiej zaś strony, gdy sprawa rozbija się o klasyków literatury naszej, to wciąż przedstawiani są oni jako grzeczni, bogobojni, przesiąknięci intelektualizmem pisarze czy poeci rodem ze szkolnych podręczników. A przecież różnorodna (często mocno odbiegająca od przedstawionego powyżej wzoru) twórczość Kochanowskiego, Fredry, Witkacego, czy właśnie Tuwima jest doskonale znana gronu ich czytelników, dlaczego więc nie można w końcu pokazać ich całościowo i bez niepotrzebnej cenzury? Rozumiem, że ten czy inny reżyser bać się może gardłowania i podnoszonego larum ze strony atakowanych instytucji, czy grup społecznych, ale doprawdy, jeśli ci literaci nie bali się w swoich czasach pisać tego, co pisali, to tym bardziej teraz nie powinno się ich na siłę ułagadzać. Tym bardziej, że w hołdzie im ponoć to wszystko powstaje. Kacper DziekanZdjęcie: Marcin SzajnfeldZobacz także na portalu Kontra:
|













Pobierz pierwszy numer papierowej Kontry!