| Letnia kultura (?) współczesna |
| Wpisany przez Kacper Dziekan | |||
| niedziela, 24 lipca 2011 00:14 | |||
|
Działalność kulturalna w każdym mieście przewija się przez cały rok, jednakże latem jest szczególnie wzmożona. Jest sezon ogórkowy, to i parcie na kulturę większe. Każde duże i małe miasto bombarduje przyjezdnych i miejscowych wszelkiej maści festiwalami, festynami, albo najlepiej „eventami”. Coraz częściej odnoszę wrażenie, że szeroko pojęta działalność kulturalna w dużej mierze przyjęła ostatnimi laty pewien konkretny kierunek. Chodzi mi tu o tzw. „kulturę współczesną”. Teoretycznie, pod tym pojęciem należałoby rozumieć aktywność kulturalną istniejącą współcześnie. Nic bardziej mylnego,, aby być współczesnym „kulturotwórcą” należy spełniać określone cechy.
Kolejnym ważnym punktem działalności opisywanej kultury jest lokalizacja tych wszystkich pokazów, wystaw, wernisaży etc. Każdy szanujący się alternatywny twórca zrobi to w jakiejś industrialnej, post-robotniczej, dresiarskiej dzielnicy (vide: Wilda, warszawska Praga, krakowska Nowa Huta, czy gdańskie Dolne Miasto). Tam też najlepiej założyć sobie siedzibę /klub, który będzie to organizował. Tam puszczana będzie wyłącznie niezależna, alternatywna muzyka (kolejne, identyczne indie-elektro-d’n’b-coś tam zespoły). Tam każdy z tych hipsterskich bywalców może kreować swój indywidualizm, jakże często podkreślany. Zadziwia jedynie, jak bardzo podobni do siebie są ci indywidualiści. Jak widać, w pewnych kręgach zbiorowy indywidualizm się dobrze sprzedaje. W dobrym tonie jest również, aby taki artysta łączył swoją sztukę z modą (czyli jest art-dizajnerem). Wówczas, a to wystawi się w Browarze, a to wystąpi w „Fashion’erze” na „open’erze”. Z otwartymi ramionami przyjmą go w Spocie (art-dizajnerska klubo-restauracjo-galeria. Oczywiście na Wildzie). Później, wieczorem, w Kisielicach, czy innej Mięsnej będzie gwiazdą. Wejdzie do muzeum, wstawi krzesło kustosza do gabloty wystawowej, zrobi szał (autentyczny przykład z Muzeum Sztuki Użytkowej w Oslo). Jak ktoś go dobrze wypromuje, to dochrapie się kiedyś ekspozycji w Tate Modern. Ważne również, żeby taki twórca był kontrowersyjny i skandalizujący. Sztuka, przez duże SZ, musi wszakże szokować (też przez duże „SZ”). Trzeba przełamywać konwencje, tabu, obnażać hipokryzję, skostniałość świata. Albo przynajmniej się obnażać. Najlepiej jeszcze często rzucać mięchem, wtedy jest się autentycznym. Przy odpowiednim natężeniu kontrowersyjności, nikt nie będzie zastanawiał się nad rzeczywistą wartością artystyczną. Artystyczna prowokacja zdaje się wytyczać kierunek rozwoju. Oto taka sobie letnia refleksja nad obecną kondycją kultury. Tezy może i trochę uproszczone. Cóż, ograniczenia artykułowe robią swoje. Niemniej, sedno sprawy moim zdaniem tak się prezentuje. Kacper DziekanZdjęcia:http://www.kulturawspolczesna.pl/Zobacz także na portalu Kontra:
|












Działalność kulturalna w każdym mieście przewija się przez cały rok, jednakże latem jest szczególnie wzmożona. Jest sezon ogórkowy, to i parcie na kulturę większe. Każde duże i małe miasto bombarduje przyjezdnych i miejscowych wszelkiej maści festiwalami, festynami, albo najlepiej „eventami”. Tu dochodzimy do pierwszej cechy kultury współczesnej. Osobnik z nią związany winien używać jak największej ilości anglicyzmów. Jeśli bliskie są mu klimaty „alternative&dizajn”, to wie, że jest owych eventów „targetem”. Wspomniane słowo „alternative” jest kolejnym i chyba najważniejszym elementem współczesnej „kultury”. Współczesny artysta musi być przede wszystkim niezależny (niezależny od czego?) i alternatywny. Przy czym definicja słowa „alternatywny” jest kształtowana w zależności od potrzeb. Generalnie ma być „nie-mainstreamowy” (a jakże!). Jeśli pisze wiersze, to musi pisać je o niczym, olewać interpunkcję i stosować przerzutnie (nie wiem, dlaczego akurat ten środek stylistyczny upodobali sobie ci twórcy, ale jest go pełno. Od blogów gimnazjalistek, po tomiki Jasia Kapeli). Jeśli kręci filmy, to koniecznie czarno-białe, z kamerą w dłoni i z aktorami z ulicy. Jeśli maluje obrazy, to wyłącznie rozmazane bohomazy, które nic nie przedstawiają, bo wówczas jest dopiero pole do interpretacji. Najlepszym osiągnięciem sztuki współczesnej są „instalacje”. Taki sobie „instalator” może już zupełnie cokolwiek, choćby i psią kupę, nazwać sztuką i dorobić odpowiednią ideologię. Jeśli ktoś nie widział, polecam wielkie dzieło „Ziarno. Epitafium życia”, na terenie Cytadeli. Nawet interpretacja jest tam podana na tacy.
Pobierz pierwszy numer papierowej Kontry!