| Western po polsku |
| Wpisany przez Piotr Byczko | |||
| piątek, 03 czerwca 2011 22:49 | |||
|
Dziki Gon krąży nad monitorami, wśród szumu procesorów przebrzmiewa Przepowiednia Itliny i niejednemu dyskowi twardemu pisany jest Chrzest Ognia. Jednak czemu to właśnie przygody Białego Wilka zawładnęły naszą wyobraźnią? W końcu gatunek fantasy rozwija się u nas wyjątkowo prężnie… Zacząłbym od tego, że Geralt z Rivii jest nie tylko wyrazistym, ale i bardzo typowym bohaterem powieści przygodowej. Niby jest wyrzutkiem, niby jest osamotniony, a mimo to co i rusz natyka się na któregoś z nielicznych, wiernych przyjaciół; niby nieco zgorzkniały, a jednak z poczuciem misji; bohater, a pełen słabostek. Tak naprawdę wiedźmin świetnie odnalazłby się zarówno jako Dobry, konkurent Złego i Brzydkiego na dzikim zachodzie, jak i u boku Mad Maxa czy Ricka Deckarda z „Łowcy Androidów”. Na szczęście nasz rodzimy kowboj zyskał dodatkowy atut, w postaci swego twórcy, by dodatkowo wyróżnić się z grona „ostatnich sprawiedliwych”. Bo o ile twórczości Sapkowskiego można wiele zarzucić, to są pewne sprawy, na których się zna jak mało kto.
Potrafi więc nadać postaci intrygujący wygląd. Potrafi też przedstawić ją w sposób, który szybko uczyni ją odbiorcy bliską, nie ujawniając przy tym przedwcześnie zbyt wiele na jej temat. W ten sposób nawet pewne niedostatki fabuły nie powstrzymają naszej chęci lepszego poznania bohatera. Poważnym atutem jest też stworzone środowisko. Sapkowski wprowadza bowiem historię o dobrym kowboju, w realia zapełnione elfami i krasnoludami, czarodziejkami, królami, zamkami i zarazami. I te ostatnie są sygnałem, że nie znaleźliśmy się w kolejnej wariacji na temat baśniowo–homeryckiego Śródziemna, a gdzieś na pograniczu mrocznego kryminału Chandlera i powieści historycznej Druona. Świat, w którym obraca się nasz łowca potworów, podejrzanie przypomina nasz własny. Ludzie tam żyjący okazują się żyć naszymi problemami, odwoływać się do podobnej historii, karmić podobnymi mitami. Takie podejście, wraz ze sporą dawką umiejętnie dzielonego napięcia, satyry i czarnego humoru, pozwalają z pewnym dystansem analizować nasz własny świat. Dalej pojawiają się problemy, ponieważ Sapkowski zdradza pewne problemy z utrzymaniem kontroli nad tym, co dzieje się w jego opowieści. Z tomu na tom sagi (opowiadaniom nie mam nic do zarzucenia) fabuła coraz bardziej się rozpływa. Wszyscy, od bohaterów, przez czytelnika i autora, aż chyba po samego narratora, tracą rozeznanie w tym co i po co, a nawet dlaczego, dzieje się w tej powieści. Zostajemy z masą świetnie napisanych epizodów i ciekawych postaci, które jednak nie podążają razem, czy równolegle, do nieznanego celu, a kręcą się bezładnie jak w kotle.
Zarówno te zalety, jak i wady, stanowią paradoksalnie atut dla materiału na grę komputerową. Nawet to, że zaczyna się ona od zmartwychwstania głównego bohatera, nie wydaje się aż tak naciągane w świetle fabuł nie tylko innych gier, ale nawet produkcji kinowych. Natomiast wiedźmińskie realia przelane na ekran komputerów, okazują się być strzałem w dziesiątkę, i odżywczym powiewem na rynku gier. Piotr ByczkoZobacz także na portalu Kontra:
|














Pobierz pierwszy numer papierowej Kontry!