|
Zimny Szwed, Gorący Hiszpan, czy umiarkowanie temperamentna Brytyjka? Przypisane do danej narodowości tak zwane ‘etykietki’ także i w literaturze zazwyczaj kojarzą nam się z mniej lub bardziej sensownymi stereotypami. I dobrze! Jednak niekiedy być może warto zagłębić się w symbolikę niektórych tego typu schematycznych ocen. Czasami bowiem jakaś specyficzna cecha danego narodu rzeczywiście uwypukla się w twórczości konkretnego pisarza. Czasami natomiast – jakkolwiek byś próbował to stwierdzić, i tak ci się to nie uda .
Na przykład - nigdy byśmy nie podejrzewali, że Peruwiańczyk może stworzyć świat, który rządzi się niezwykle misternym japońskim techno-logicyzmem, jak i na odwrót – nie bralibyśmy pod uwagę możliwości, że Japończyk wykreuje taką rzeczywistość, w której nie ma żadnych ustalonych reguł i zasad, a postacie kierują się swoimi namiętnościami jak w gwałtownej burlesce. Ach, stereotypy, stereotypy i jeszcze raz stereotypy…

foto: Rafał Jabłoński
Takie są jednak fakty.
Poniżej opiszemy kilka sylwetek, naszym zdaniem, najbardziej poczytnych ostatnimi czasy autorów ze specjalnym uwzględnieniem także tych autorów pochodzenia. Lecz nie chodzi tutaj nam o jakiekolwiek piętnowanie, o nie! Bardziej interesujący intelektualnie jest po prostu sam fakt zastanawiania się nad czyjąś twórczością właśnie w kontekście całej ramy kulturowo-narodowej, w jakiej dany autor tworzy. (Choć oczywiście, specjaliści-filolodzy, zajmujący się pisarstwem danych nacji akurat w ten sposób, zapewne nie uznaliby już tego za coś wyjątkowo interesującego, a raczej – za zwyczajny chleb powszedni.)
Przejdźmy w końcu do konkretnych nazwisk (ułożonych alfabetycznie, aby uniknąć zarzutów jakiejkolwiek ‘rasistowskiej’ dyskryminacji – oj niestety (!) dziś w tych sprawach trzeba być wyjątkowo ostrożnym (!)):
• Ryszard Ćwirlej – To powieści właśnie tego autora znikają jak świeże bułeczki z półek naszego polskiego Empiku. Rzecz cała – zarówno znikanie jak świeże bułeczki, jak i fabuła jego powieści – ma miejsce przede wszystkim w Poznaniu. Fanatykom infrastruktury tego miasta, jak również osobom, które tęsknią za dawnym jeszcze komunistycznym klimatem ‘starych, dobrych czasów’, gorąco polecamy twórczość tego autora. Dodatkowe wymagania: żyłka do kryminału. • Stieg Larsson – Mistrz szwedzkiego thrilleru w wydaniu niemalże klasycznym (jeśli chodzi o klasykę szwedzką zwłaszcza). Któż mógłby się z nim równać? Utrzymywanie czytelnika w napięciu bywa czasami tak elektryzujące, że niewiele ma wspólnego ze słynnym nordyckim chłodem. • Mario Vargas Llosa – Znany przede wszystkim z pewnej literackiej pikanterii, która polega na tym, że nie cofnie się w swoich książkach dosłownie przed żadnym tematem. Peruwiańska krew jest z pewnością bardzo gorąca. Niemniej, co tu warto zauważyć, misteria i precyzja tego laureata Literackiej Nagrody Nobla 2010 robi wrażenie na każdym, kto wie, ile czasu trwa zaplanowanie niezwykle logicznej i pracochłonnej intrygi. Co najważniejsze – w wypadku Llosy intryga zawsze zaskakuje nas swoim zupełnie nieprzewidywalnym, nierzadko zupełnie „odjechanym” efektem. • Eduardo Mendoza – Gdzieś, w którejś z jego książek można wyczytać, że hiszpańska literatura od wieków słynęła z tego, że była jedną wielką groteską. Mendoza może i także serwuje nam ową groteskę, z tym jednak zastrzeżeniem, ze nie zawsze jest to groteska lekka, a czasami wręcz bywa ciężko (metafizycznie) obarczona treściami poważnymi. Zazwyczaj są to treści historyczne (np. dotyczące historii danego hiszpańskiego miasta), ale nie tylko. Co więcej, z jego powieści można też podprogowo wyczytać fakt, że istnieją tylko dwie rzeczy, które nakręcają i zawsze zdawały się nakręcać cały świat. Są to… no właśnie, co?
• Haruki Murakami – Uwielbiamy książkowych bohaterów, którzy przypominają nas samych, bo wydają się nam dzięki temu mniej papierowi, a bardziej ‘ludzcy’. Murakami zdobył sobie popularność nie dlatego, że w swoim zatwardziałym surrealizmie („zatwardziałym” w sensie bezsprzecznie pozytywnym!) ciągle podaje nam koncepcje „nowych światów”. Największą jego zaletę stanowi to, że nie ma u niego japońskiego kolektywizmu – co jednocześnie oznacza, że każdy bohater jest totalnym indywiduum. Kto to w ogóle widział? Indywiduum, które prawie nigdy nie utożsamia się ze swoim japońskim kolektywem. (Swoją drogą ciekawe, czy jego rodacy zareagowali na ten literacki artefakt tak samo entuzjastycznie jak my - Polacy?) • Zadie Smith – Jej błyskotliwość nie ma żadnych granic. A zresztą – gdyby miała – nie byłaby już prawdziwą błyskotliwością. Chłodna angielska logika? Smith jest na wskroś logiczna, to i owszem, a jednak nie można powiedzieć o niej, że jest „chłodna” – wręcz przeciwnie, nakazuje nam myśleć w sposób racjonalny, ale przy tym nie zapominać o ‘szalejących’ w nas emocjach. Przede wszystkim zaś Smith łamie schematy, bo każe zawsze myśleć nam dokładnie tak jak… chcemy. Tym samym, pozostawia czytelnikowi szerokie pole do interpretacji każdego ze swoich dzieł. Jak sama przyznaje, jest wyznawczynią tezy, iż odkryta przez Barthesa tak zwana „Śmierć autora ” w dzisiejszym świecie może oznaczać tylko jedno: „Czytelnicy na start”!
Sara Rajmund
Zobacz także na portalu Kontra:
|