| Cud nad Wisłą i Tamizą |
| Wpisany przez Norbert Kowalski | |
| czwartek, 15 grudnia 2011 20:21 | |
|
Bramka strzelona przez Djiby’ego Falla w ostatniej minucie spotkania pomiędzy Fulham a Odense dała Wiśle awans do kolejnej rundy Ligi Europejskiej. A jeszcze 45 minut wcześniej wydawało się, że Wiślacy rozgrywali ostatni w tym sezonie mecz w europejskich pucharach. Jednak los po raz kolejny udowodnił, że piłka nożna jest piękną i nieprzewidywalną grą. Kiedy Wisła zdobyła pierwszą bramkę, w serach kibiców ponownie pojawiła się nadzieja na awans. Jednak gdy Twente wyrównało a Fulham strzeliło dwie bramki Odense Wiślacy byli lata świetlne od miejsca premiowanego awansem. Przybliżyli się do niego już na początku drugiej połowy po bramce Genkowa. Ostatecznie krakowianie wykonali swoje zadanie i pokonali Twente. Po zakończeniu spotkania nie schodzili z boiska, czekając na wieści z Londynu. Tymczasem w mieście nad Tamizą Odense przeprowadziło akcję, dzięki której wiślacy dostali najpiękniejszy możliwy prezent na święta – awans do fazy pucharowej Ligi Europejskiej. Cud nad Wisłą i Tamizą stał się faktem. Dzięki temu wiosną zobaczymy dwie polskie drużyny w europejskich pucharach. Po raz ostatni taka sytuacja miała miejsce w sezonie 1970/1971, gdy Legia Warszawa występowała w Pucharze Europy Mistrzów Krajowych a Górnik Zabrze w Pucharze Zdobywców Pucharów. Co więcej już po raz trzeci w ostatnich czterech latach polski zespół przetrwał jesień w Europie. Czy to oznacza, że nasz futbol w końcu wydobywa się z kryzysu i wieloletniego marazmu ? Podobno jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale w tym przypadku są to już trzy jaskółki w relatywnie krótkim okresie czasu. Spotkanie Wisły z Twente było również niezwykle ważne dla Kazimierza Moskala. Dotychczas prowadził on krakowian kilkukrotnie, lecz zawsze jako trener tymczasowy, do momentu podpisania kontraktu z nowym szkoleniowcem. Tym sukcesem udowodnił, że powinien otrzymać dłuższą szansę. On już przekonał się, że dopóki piłka w grze wszystko jest możliwe, a awans osiągnięty w takich okolicznościach może scementować drużynę i tchnąć w nią nowego ducha. Ducha, który wiosną może poprowadzić Wisłę coraz wyżej w ligowej tabeli i jeszcze dalej w europejskich pucharach.
Norbert KowalskiZobacz także na portalu Kontra:
|












Najpierw był rok 1655 i obrona Jasnej Góry, następnie 1920 i powstrzymanie naporu bolszewików w bitwie warszawskiej, aż w końcu nadszedł rok 2011 i 93 minuta meczu w Londynie. Meczu, który zapisze się w historii polskiego futbolu, pomimo iż grali w nim Duńczycy i Anglicy.
Pobierz pierwszy numer papierowej Kontry!