| Real z nieba do piekła |
| Wpisany przez Norbert Kowalski | |||
| niedziela, 11 grudnia 2011 11:26 | |||
|
Przed meczem były trener Blaugrany Cesar Menotti powiedział, że Real boi się Barcelony od momentu zeszłorocznej manity. Dosyć sceptycznie przyjąłem te słowa, lecz po tym co wydarzyło się w sobotni wieczór stwierdzam, że miał rację. Kiedy w 21. sekundzie Karim Benzema zdobył najszybszą bramkę w historii Gran Derbi byłem przekonany, iż ten mecz będzie się znacząco różnił od pozostałych, które oglądaliśmy w tym roku. Real od początku stosował wysoki pressing, co przynosiło efekty, a najlepszym tego dowodem jest bramka Benzemy. W kolejnych minutach gracze Mourinho nadal wysoko podchodzili pod przeciwnika, nie pozwalając mu dokładnie rozegrać piłki. Przez pół godziny Real był stroną przeważającą, stwarzał więcej okazji i powinien był zdobyć kolejną bramkę.
Jednak nadeszła 30 minuta, która moim zdaniem była przełomowym momentem meczu. Bramka zdobyta przez Alexisa Sancheza a także zmiana ustawienia Blaugrany całkowicie odmieniły obraz gry. Od tej chwili Barca poczuła się pewnie, a Realowi zajrzały w oczy koszmary z kilku ostatnich pojedynków. Nieważne jak dobrze prezentują się Królewscy w meczu z Dumą Katalonii, w momencie gdy tracą bramkę nie są w stanie utrzymać swojego rytmu gry. Nagle zatrzymują się w miejscu i wyglądają jakby Blaugrana odebrała im chęć do gry, samemu łapiąc wiatr w żagle. Druga połowa to popis gry jednego zespołu. O drugim można powiedzieć tylko tyle, że wyszedł na murawę. Pomimo nieśmiałych ataków w początkowej fazie drugiej połowy Real nie był w stanie nic zrobić. Druga bramka, jak stwierdził Xabi Alonso, zraniła Królewskich. Jak się później okazało była to głęboka rana, a strata krwi była za duża by móc jeszcze uratować gospodarzy. Jednak gwoździem do trumny Realu była akcja, która przyniosła trzecią bramkę gościom. Szybko przeprowadzony kontratak i gol zdobyty przez Fabregasa. A przecież to Real uchodził za drużynę, która potrafi świetnie kontrować. Bramka Cesca zabiła Królewskich, którzy już do końca meczu nie mogli stworzyć ani jednej stuprocentowej okazji, by strzelić drugiego gola.
Ten mecz miał znacząco przybliżyć Real do mistrzostwa Hiszpanii. Wygrana miała mu dać sześciopunktową przewagę nad Barcą, a kolejne zwycięstwo z Sevillą pozwoliłoby zwiększyć ją do dziewięciu punktów. Na pewno walka o tytuł nie byłaby jeszcze rozstrzygnięta, lecz jak podkreślają eksperci, Barcelona znalazłaby się w bardzo trudnej sytuacji. Tymczasem dzięki zwycięstwu, Blaugrana zrównała się punktami z Królewskimi i awansowała na pozycję lidera Primera Division. Przed Realem jest jeszcze zaległy mecz z Sevillą, po którym z powrotem może powrócić na szczyt tabeli. Zastanawiam się jednak, czy ta porażka nie wpłynie negatywnie na ich postawę w kolejnych spotkaniach. Ewentualne zwycięstwo w kolejnym meczu spowoduje, iż większość osób zapomni o porażce w Gran Derbi. Jednak strata punktów może wywołać falę spekulacji, że Real nie jest w stanie podnieść się po kolejnej wiktorii Barcelony w jedynych takich derbach na świecie. Norbert KowalskiZobacz także na portalu Kontra:
|












Nieważne są wszystkie statystyki, serie oraz znaki na niebie i ziemi. Real miał wygrać Derby Europy, udowodnić, że Barca nie jest już jego przekleństwem i potrafi się jej przeciwstawić. A zarazem miał to być ogromny krok w kierunku mistrzostwa Hiszpanii. Początek był wymarzony dla fanów Królewskich, lecz Barca po raz kolejny udowodniła, że Gran Derbi rządzą się swoimi prawami.

Pobierz pierwszy numer papierowej Kontry!