|
Tak, tak panie i panowie. Już w najbliższy weekend 10 grudnia anno domini 2011 uwaga wszystkich kibiców na świecie będzie zwrócona na Estadio Santiago Bernabeu. To ostatnie w tym roku Gran Derbi. Ach jakże wyjątkowe było ostatnie 12 miesięcy, kiedy tak naprawdę co chwilę mogliśmy emocjonować się meczami Realu z Barceloną. Tylko czy na pewno meczami ? Derby Europy to zdecydowanie coś więcej niż mecz. Za każdym razem jest to osobna historia, która pisze się na naszych oczach.
Nie ma drugiego takiego spotkania na świecie, na które wszyscy kibice czekają z tak dużym wytęsknieniem. Ten mecz jest nie tylko rywalizacją najlepszych obecnie drużyn na naszym globie, pojedynkiem plejady gwiazd, których wartość jest porównywalna z wyceną wszystkich pozostałych zawodników Primera Division. Przede wszystkim jest to rywalizacja dwóch zupełnie odmiennych regionów Hiszpanii, a jej zaciekłość wynika głównie z pobudek historycznych.
O tym, że najwięksi politycy tego świata mają swoje ulubione drużyny, chyba wie każdy. Tak jest teraz, tak było i w przeszłości. Podobnie i generał Francisco Franco był wielkim fanem jednej drużyny – Realu Madryt. Dlatego też nikogo nie dziwi fakt, że nie pałał przez to sympatią do Barcelony i Katalonii. Katalończycy od początku XX wieku dążyli do uzyskania wolności. Jednak ich dążenia były bezwzględnie tłumione, najpierw przez gen. Primo de Riverę a następnie przez Franco. Doszło nawet do tego, iż używanie języka katalońskiego zostało zabronione, a jedynym miejscem gdzie katalończycy mogli się nim posługiwać był stadion Barcy. Tam mieszkańcy Katalonii manifestowali swoje poglądy polityczne i wyrażali niechęć do władzy. Z tego powodu o Barcelonie zaczęto mówić més que un club (więcej niż klub). To właśnie w czasach Franco narodziła się istota rywalizacji między tymi zespołami.
Okres dyktatury Franco w Hiszpanii był niezwykle ciężki dla wszystkich kibiców Blaugrany. Wystarczy tylko wspomnieć, iż w trakcie wojny domowej prezes dumy Katalonii Josep Sunyol został zamordowany przez zwolenników Franco. Co więcej, koneksje polityczne miały także wpływ na wyniki spotkań pomiędzy tymi zespołami. W 1943 roku w pierwszym meczu o Puchar Generalissimusa (lata 1939-1976) Duma Katalonii wygrała 3-0. Jednak przed rewanżem do szatni Barcelony przyszedł wysłany przez Franco szef bezpieczeństwa wewnętrznego. Real zwyciężył 11-1. Niezwykle ciekawa była również sprawa legendy Realu Alfredo di Stefano. W 1953 roku był już jedną nogą w Barcelonie, podczas gdy ostatecznie wylądował w Madrycie. Prawdopodobnie, gdyby nie koneksje Franco stadion Realu obecnie nie nosiłby imienia Alfredo di Stefano.
Ostatnie derby w tym roku mogą okazać się niezwykle istotne w kontekście rywalizacji o mistrzostwo Hiszpanii. Już od dawna Real nie spoglądał na Barcelonę z góry przed Gran Derbi i równie długo nie może z nią wygrać w lidze. Pomimo iż odkąd w Madrycie pojawił się Mourinho gracze Realu zbliżyli się do Blaugrany, nadal nie potrafią jej pokonać w najważniejszych momentach (pomijając jeden wyjątek, który tak naprawdę tylko potwierdza regułę – finał Pucharu Króla – jednak tutaj również po 90 minutach był remis). W sobotę większość mieszkańców Madrytu po raz kolejny będzie wierzyć, że tym razem się uda. Z drugiej strony większość katalończyków będzie ufało w geniusz Guardioli, który jeszcze nigdy nie tracił „aż” trzech punktów do Realu. W przypadku porażki strata ta wzrośnie do sześciu, a zakładając iż Real wygra zaległy mecz może ona wynieść nawet dziewięć punktów. Nie chcę powiedzieć, że walka o mistrzostwo będzie już rozstrzygnięta, lecz w takim wypadku przewaga Realu będzie naprawdę duża. Jednak nie dzielmy skóry na niedźwiedziu, gdyż w ostatnim okresie Barcelona niezależnie od czasu, miejsca i formy góruje nad Realem.
W tym roku byliśmy rozpieszczani przez ogromną ilość Derbów Europy, bowiem obie drużyny spotkały się z sobą sześciokrotnie. Każde z tych spotkań miało swoją własną historię. Każde jest też kojarzone z różnymi wydarzeniami, podtekstami oraz kontrowersjami. Śmiem twierdzić, iż w przypadku El Clásico upływający rok był najbardziej emocjonującym w ciągu ostatnich dziesięcioleci. Mam również nadzieję, iż mój głód wielkiej piłki zostanie zaspokojony w należyty sposób już w najbliższy weekend.
Norbert Kowalski
Zobacz także na portalu Kontra:
|