|
Mamy zwycięzcę konkursu! Walka była zażarta, prac konkursowych sporo, ale na szczęście komisji udało się bez większych sporów wybrać tę najlepszą. Za autora najciekawszej recenzji gry Battlefield 3 został uznany Grzegorz Ciecieląg! Gratulujemy! Koszulka z limitowanej edycji od firmy Level77 wędruje do Ciebie :) Drugie miejsce zajął Adrian Domański, a trzecie - gracz pod pseudonimem MOCARZ.

A oto zwycięska recenzja:
Battlefield 3, jedna z najbardziej oczekiwanych produkcji 2011 roku trafiła wreszcie na półki sklepowe. Czy gra spełniła pokładane w niej oczekiwania?
Podobnie jak w przypadku podserii Bad Company, tak i tym razem twórcy pokusili się o dorzucenie do trzonu rozgrywki, czyli trybu multiplayer, również kampanii dla pojedynczego gracza. Trudno oprzeć się wrażeniu, że DICE usilnie starało się przypodobać fanom Modern Warfare – w singlu nie zabraknie bowiem spektakularnych skryptów będących wizytówką konkurencyjnej serii. Cóż jednak z tego, skoro przypadki Henry'ego Blackburna, w którego się wcielamy, nijak nie potrafią się obronić – większą część kampanii spędzimy biegając za kompanami z drużyny, słuchając komendy „follow me” i wciskając przyciski podczas nieszczególnie porywających i nieco na siłę dodanych QTE, czyli wyreżyserowanych akcji specjalnych. Brak tu emocji, polotu i napięcia towarzyszących nam podczas kampanii w Modern Warfare.
Nieco lepiej ma się sprawa z co-opem, czyli trybem, w którym wraz z towarzyszem (niestety, brak split-screenu) wykonujemy kolejne, oderwane od fabuły zadania. Twórcy zadbali o podział obowiązków (przykładowo podczas jednego z misji sterujemy helikopterem, podczas gdy nasz towarzysz dziesiątkuje zastępy wroga) i o ile nie trafimy na lebiegę, to potrafi być ciekawie.
Wisienką na torcie i gwoździem programu w jednym jest tryb rozgrywki dla wielu graczy, czyli multiplayer. Jeśli ktoś grał już wcześniej w Battlefielda, powinien dość szybko odnaleźć się w najnowszej części serii – developer nie wprowadza bowiem rewolucji, a szlifuje elementy, które uczyniły Battlefield marką rozpoznawaną i szanowaną przez graczy na całym świecie. DICE oddało nam do dyspozycji cztery klasy postaci: szturmowca, inżyniera, wsparcie i zwiad. Co ważne, każda z klas ma swoje wady i zalety i sprawdza się w określonej sytuacji na polu bitwy. Operujący na pierwszej linii frontu szturmowiec może teraz wskrzesić towarzyszy defibrylatorem; Inżynier pomoże przy naprawie pojazdów – bądź zniszczeniu ich, jeśli kieruje nimi przeciwnik; żołnierz wsparcia ze swoim rozstawianym na dwójnogu lekkim karabinem maszynowym skutecznie przyszpili wroga, nie pozwalając mu wystawić nosa zza zasłony, a zwiad da się adwersarzom we znaki z dystansu lub ustawi mobilny punkt odrodzenia. To oczywiście uogólnienie – cały urok żonglowania klasami zawiera się przecież w niuansach związanych z wyposażeniem i gadżetami, których skuteczne użycie na polu boju zapewni drużynie zwycięstwo. Fundamentalnym elementem rozgrywki jest bowiem współdziałanie – gracz szybko uczy się, że pomagając towarzyszom, osiągnie znacznie lepsze efekty i zdobędzie więcej doświadczenia, niż bawiąc się w samotnego wilka. Wizytówką Battlefielda są również mapy – duże i pozwalające na użycie różnej maści pojazdów. Przyjdzie nam zasiąść za sterami czołgów, jeepów, wozów opancerzonych, helikopterów i – uwaga, uwaga – samolotów, co przekłada się na wielowymiarową i wymuszającą strategiczne podejście rozgrywkę.
EA przedstawiało Battlefield 3 jako jedną z najbardziej zaawansowanych graficznie gier obecnej generacji. Priorytetowa dla twórców wersja pecetowa rzeczywiście lśni i zdaje się potwierdzać te przechwałki. Twórcy stawiali na fotorealizm i efekt ich pracy robi piorunujące wrażenie. Jak jest jednak w przypadku wersji na konsole? Nie mamy do czynienia z graficzną perełką pokroju niektórych exclusive'ów, ale i tak DICE należą się ogromne brawa za efekty, jakie osiągnięto, pracując na mających już swoje lata konsolach. Tekstury, efekty cząsteczkowe i przede wszystkim oświetlenie robią naprawdę duże wrażenie. Swoistą ciekawostką jest problem destrukcji otoczenia, znacznie upośledzonej w stosunku do Bad Company 2 gdzie, jak pamiętamy, można było zrównać z ziemią większość budynków i pogrzebać pod gruzami przeciwników. W Battlefield 3 co prawda wysadzimy fasadę kamienicy czy ścianę magazynu, ale niewiele jest elementów, które można całkowicie zdewastować. To niewątpliwie krok wstecz w stosunku do Bad Company 2, do tego mało zrozumiały.
Kolejnym elementem, na który po prostu trzeba zwrócić uwagę, jest fenomenalny dźwięk. Wizg przelatujących koło ucha kula, czy kanonada z luf kilku czołgów fantastycznie wpisują się w atmosferę pola bitwy. DICE świetnie zdaje sobie sprawę z faktu, jak ważna jest w grach oprawa dźwiękowa i potraktowali ją z należną uwagą. Warto podkreślić, że także wersja polska wypada bardzo zgrabnie, nie wywołując bolesnego szczękościsku czy przewracania oczami. Żywotność Battlefielda 3 w trybie multiplayer skutecznie wydłuża ogrom rzeczy do odblokowania – broni, dodatków, gadżetów, kamuflaży i odznak. By wycisnąć z gry wszystkie soki, będziemy musieli poświecić jej przynajmniej kilka miesięcy.
Czy warto zainwestować w Battlefielda 3? Dla samej kampanii nie, ale jeśli liczysz na taktyczną, inteligentną i złożoną rozgrywkę online, już z całą pewnością tak. Zdecydowanie polecam.
Jeszcze raz gratulujemy! Niebawem na Kontrze będziecie mogli przeczytać także recenzje autorów, którzy stanęli na II i III miejscu podium!
Redakcja Kontry
Zobacz także na portalu Kontra:
|