|
Po raz pierwszy zetknęłam się z osobą Piny Bausch przy okazji wywiadu z nią w gazecie. Zerknęłam na widniejący obok tekstu portret: była drobna i chuda, z długimi prostymi włosami związanymi w ciasny kok. Wystarczyło jednak spojrzeć w duże, wyraziste oczy by pojąć, że ma się do czynienia z kimś absolutnie wyjątkowym.
Pomysł nakręcenia filmu „Pina” zapadł jeszcze za życia tytułowej bohaterki tego dokumentu: twórcy, choreografki i dyrektorki artystycznej Tanztheater Wuppertal Pina Bausch. Niestety, nie doczekała ona realizacji- zmarła w roku 2009 na raka, w wieku 68 lat. Wim Wenders, niemiecki reżyser i fotograf, a przede wszystkim przyjaciel tancerki, nie zaniechał jednak planów i tak powstała "Pina".
Wybierając się do kina na tę produkcję nie byłam pewna, czego mam się spodziewać. Zanim skończyła się pierwsza scena czułam, że film mnie oczarował. Dokument stanowi właściwie wybór scen z poszczególnych spektakli, które przeplatają się z wypowiedziami "osieroconych" członków zespołów Tanztheater Wuppertal Pina Basuch. A wbrew pozorom niebanalna to grupa: młodsi, starsi, niscy, wysocy, Europejczycy, Azjaci, czarni, biali, beztroscy i doświadczeni przez życie. Pełen przekrój społeczeństwa. Widząc ich fascynację i swoistą miłość do choreografki aż zazdrości się, że właśnie oni mieli możliwość obcowania z tak inspirującą osobą. Film przepełniają niesamowite ludzkie emocje, głęboka refleksja nad humanizmem oraz wyśmienite pomysły teatralne i choreograficzne. Bausch była geniuszem w swoim fachu. Potrafiła wydobyć z tancerzy należących do jej zespołu podświadome uczucia, jednym komentarzem budziła w nich natchnienie i żądzę dalszych poszukiwań.
Pewne momenty na zawsze zostaną w pamięci. Cudownie ludyczne Święto Wiosny, tańczone boso na zasypanej ziemią estradzie; Café Müller z Piną miotającą się po omacku w pokoju pełnym krzeseł; Vollmond i wodne igraszki zręcznie wplecione w choreografię. Kontrapunkt dla archiwum konkretnych sztuk stanowią etiudy taneczne wykonywane przez tancerzy w przestrzeni miejskiej. Jeśli wsiadając do tramwaju przypomni mi się humorystyczna scena z poduszką kręcona z metrze, z pewnością wybuchnę śmiechem, a pozostali pasażerowie wezmę mnie za wariatkę.

Taniec współczesny wychodzi do ludzi, odbija ich emocje, problemy i żądze za pomocą ruchu, wnika w najskrytsze elementy naszej psychiki. Stanowi doskonałe narzędzie komunikacji. Używając uniwersalnego języka fizyczności przekracza granice czasu i kultury. Jeśli umiejętnie się go wykorzysta, można przekazać o wiele więcej niż za pomocą słów. Pina była w tym mistrzynią.
Weronika Jarzyńska
Źródło zdjęć: stopklatka.pl
Zobacz także na portalu Kontra:
|