W kluczowym dla obu drużyn spotkaniu 35. kolejki Lotto Ekstraklasy, Lech Poznań zremisował bezbramkowo z Lechią Gdańsk.

 

I połowa

 

Już od początku spotkania Lech Poznań zaatakował rywala. Szybko jednak próbowali odpowiedzieć goście. Już pierwsze minuty pokazały, jak otwarty i emocjonujący będzie to mecz.  Nikt nie zamierzał odpuścić w tym istotnym pojedynku.

Mimo to nie oglądaliśmy żadnego celnego strzału na bramkę, zamiast tego przede wszystkim straty przed polem karnym, co nie pozwalało na stworzenie sytuacji. Zawodnicy częściej popełniali faule, niż zachwycali grą na połowie rywala.

Niestety w podobnym tonie minęła pierwsza ćwiartka spotkania, ale w 25. minucie przed niesamowitą szansą stanął Marcin Robak. Napastnik Lecha, nie będąc kompletnie pilnowanym w polu karnym, nie trafił jednak w piłkę.

Gospodarze nie odpuszczali jednak w atakach, choć akcje Kolejorza były mozolne i niedokładne. Żadna ze stron nie wiedziała właściwie, jak ukąsić rywala, kiedy piłki padały łupem obrońców lub bramkarzy.

W 34. minucie nieco miejsca na oddanie strzału sprzed pola karnego znalazł Radosław Majewski, lecz uderzył prosto w bramkarza.

Niestety ta sytuacja nie zmieniła oblicza spotkania i oba zespoły biły głową w mur złożony z defensywy rywali. Choć obrońcy Lecha mieli zdecydowanie mniej do roboty, to musieli przejmować futbolówkę przy kilku próbach ataku gości skrzydłami.

Pod koniec pierwszej połowy, Sławomir Peszko ścigał się z obrońcą prawym skrzydłem, lecz w polu karnym stracił ostatecznie piłkę na jego rzecz.

Wynik nie uległ zmianie i do przerwy nie oglądaliśmy bramek na Bułgarskiej.

 

II połowa

 

Druga część spotkania zaczęła się podobnie jak pierwsza – choć z początku zaatakowała Lechia, szybko gospodarze przejęli inicjatywę w tym meczu. Znów nic nie wynikało jednak z tych ataków. Mogło to wynikać z faktu, że żadna z drużyn nie chciała rzucić się do natarczywych ataków, by nie narazić się na utratę gola, który mógłby przesądzić o losach spotkania.

W 60. min indywidualną akcją popisał się Rafał Wolski, lecz gdy trafił już do pola karnego, jego strzał został zablokowany.

Od tego momentu do głosu co raz częściej dochodzili goście, lecz skuteczność ich prób była podobna, jak u Lecha, czyli mizerna.

W 74. minucie Maciej Gajos wrzucił piłkę w pole karne, gdzie dużo miejsca miał Radosław Majewski, lecz zepsuł sytuację, zbyt lekko odbijając futbolówkę, by dotarła do któregoś z kolegów lub by zaskoczyła bramkarza.

Już minutę później Gajos fatalnie spudłował w doskonałej sytuacji. Dawid Kownacki, wprowadzony kilka chwil wcześniej na boisko, wystawił mu piłkę będąc przy linii bramkowej, lecz środkowy pomocnik uderzył mocno nad bramką.

Lech w ostatnich dziesięciu minutach postanowił przycisnąć rywala, musząc wygrać, by utrzymać się w walce o mistrzostwo. Niosło to ze sobą pewne ryzyko, gdyż jeden stracony gol mógł z kolei pozbawić gospodarzy szans na tytuł. Lech, mimo prób, nie zagroził jednak Dusanowi Kuciakowi, który w doliczonym czasie gry zaczął na czas przy wznowieniu gry od bramki, za co został ukarany żółtą kartką.

Przed ostatnią ostatnią akcją spotkania emocje puściły zawodnikom obu zespołów, którzy rzucili się do szamotaniny. Mimo walki do końca, nie udało się Lechowi strzelić  bramki i zbliżyć się do lidera z Warszawy, który po dzisiejszym meczu może odskoczyć Kolejorzowi na 4 punkty w przypadku zwycięstwa nad Jagiellonią.

 

 

 

Set your Twitter account name in your settings to use the TwitterBar Section.