W hicie 28. kolejki Lotto Ekstraklasy, Lech Poznań przegrał na własnym boisku z Legią Warszawa 1:2.

 

I połowa

 

Od początku meczu dominował Lech, który pewniej wszedł w to spotkanie. Już w pierwszych minutach mógł postawić gości w bardzo trudnej sytuacji na resztę spotkania, mając dwie stuprocentowe sytuacje.
W 4. minucie długie podanie trafiło do Radosława Majewskiego, który mając dużo miejsca w polu karnym dograł do młodego Dawida Kownackiego. 20-latek nie zdążył dołożyć nogi do tego zagrania, mijając się o centymetry z piłką.

Już dwie minuty później ponownie adresatem podania był napastnik Kolejorza, lecz będąc sam na sam z bramkarzem nie oddał natychmiastowo strzału i gdy mu już się to udało, uderzenie nie miało tyle mocy, by zaskoczyć Arkadiusza Malarza.

W 8. minucie zrewanżować mogła się Legia. Vadis Odidja Ofoe był już blisko bramki od linii bramkowej i z ostrego kąta próbował zaskoczyć Matusa Putnocky’ego, lecz jego strzał został obroniony przez golkipera.

Kolejne minuty nie dawały już tylu akcji podbramkowych, lecz gra wciąż toczyła się w szybkim tempie. Przy piłce próbowała się utrzymać Legia, lecz często traciła futbolówkę przez niedokładne podania.

W 17. minucie przez pół boiska piłkę poprowadził Odidja, na końcu odegrał do Adama Hlouska, lecz ten zdecydował się na dogranie do kolegi zamiast oddać strzał, co było błędną decyzją.

Z tą akcją wyraźniej swoje aspiracje do wygrania meczu zaznaczyła Legia, rozgrywając futbolówkę na połowie Kolejorza, nie stworzyła jednak zagrożenia dla poznańskiego golkipera, głównie ze względu na niedokładność. Niecelnymi zagraniami razili również gospodarze, przez co oglądaliśmy więcej strat niż składnych akcji.

Nieprecezyjne podania nie pozwalały na przejście żadnej ze stron na dalej niż 15 metrów do przodu przez kilka dobrych minut. Z transu wyrwała dopiero piłkarzy sytuacja Macieja Gajosa, który w 38. minucie po dośrodkowaniu z rzutu wolnego oddał strzał z bliska, lecz świetnie interweniował Arkadiusz Malarz. Była to pierwsza tak groźna sytuacja od 20 minut.

W doliczonym czasie gry pierwszej połowy, po dośrodkowaniu z rzutu rożnego głową uderzył futbolówkę Miroslav Radovic, ale trafił jedynie w poprzeczkę. Nie udało się zatem strzelić cennego gola do szatni.

 

II połowa

 

Podobnie jak w pierwszej połowie, do akcji po gwizdku ruszył Kolejorz, chcąc wyjść na prowadzenie w tym spotkaniu, ataki nie miały jednak takiej intensywności jak w analogicznym czasie w pierwszej części meczu.

W 57. minucie, po rzucie rożnym piłka przeszła wzdłuż bramki, trafiła pod nogi Tomasza Kędziory, lecz ten nie spodziewając się jej, fatalnie chybił.

Wkrótce przypomniała się również Legia. Obie drużyny nie zamierzały dzielić się punktami po tym spotkaniu. To jednak Lech zagroził po chwili ponownie bramce Malarza – w trzy minuty po sytuacji prawego obrońcy Kolejorza, Darko Jevtic wbiegł w pole karne, rozegrał piłkę z Majewskim i Gajosem, na końcu odgrywając na prawa stronę do Szymona Pawłowskiego, lecz jego uderzenie jest zablokowane.

Po tej sytuacji odpowiedzieć chciała Legia, lecz gdy mając okazję stanąć oko w oko Radoviciowi odskoczyła piłka, nie da się w takim momencie zagrozić rywalowi. Lech nie miał pomysłu, by strzelić pierwszą bramkę meczu, z kolei Legii brakowało by dokładności, by zamierzony plan wprowadzić w życie.

W 82. minucie po dośrodkowaniu z rzutu wolnego padła nareszcie pierwsza bramka tego spotkania. Ze stojącej piłki wrzucał w pole karne Darko Jevtic, a futbolówkę głową skierował Tomasz Kędziora.

Odpowiedzieć na tę bramkę chcieli natychmiastowo przyjezdni i udało się to w 88 minucie spotkania – do bezpańskiej piłki po szturmie, jaki przeprowadzała Legia, dopadł Maciej Dąbrowski, który pięknym niskim strzałem godnych kolegów z linii ataku pokonał Putnocky’ego.

Czując krew, Wojskowi nie zamierzali poprzestać na jednej bramce, kiedy szansa na zwycięstwo pojawiło się na horyzoncie. Zamknęli Kolejorza w okolice pola karnego, lecz szybką kontrą mógł nagle wyprowadzić gospodarzy na prowadzenie wprowadzony na boisko Marcin Robak, jednak po oszukaniu obrońcy w polu karnym, inny zawodnik Legii zablokował uderzenie.

Poza tą sytuacją ataki kontynuowała Legia i w doliczonym czasie gry po szybkiej kontrze Adama Hlouska i jego dośrodkowaniu, do piłki dopadł Kasper Hamalainen i zadał decydujący cios swojemu byłemu klubowi, wyprowadzając Wojskowych na prowadzenie, które utrzymali do końca meczu.

W tym obfitującym w emocje od pierwszego gwizdka spotkaniu, obie strony mogły zakończyć mecz z dorobkiem trzech punktów, jednak to goście pokazali grę do końca i nie spoczęli na laurach po strzeleniu pierwszej bramki. Postąpił tak z kolei Kolejorz, który cofnął się na własną połowę, chcąc dowieźć korzystny wynik. Choć Lech mógł zasłużenie utrzymać trzy punkty w Poznaniu, to jednak bronienie rezultatu nigdy nie wychodzi na dobre, za co zostali ukarani. Dzięki zwycięstwu Legia utrzymała drugą pozycję w tabeli, z kolei dzisiejsi gospodarze spadli na czwarte miejsce ze względu na remis Lechii Gdańsk z Piastem Gliwice 1:1.

Tagged with:
 
Set your Twitter account name in your settings to use the TwitterBar Section.