Babcia całą rodzinkę kocha, wiadomo. W końcu, przecież to dla niej zastyga w kuchni na długie godziny przy wyrobnictwie faworków, gotuje świąteczny barszczyk, kiedy dziadek, w cichości toalety, zarzyna świątecznego karpia. I czasu brak, ledwo na spacer wyjść, psa pogłaskać, ledwo się schylić do niego, już wzywa alarm kuchenny, że trzeba pichcić dalej. W godzinach wieczornych babcia wymęczona, acz przepełniona miłością, przyjmuje członków rodziny pod swój dach i zaprasza do swego stołu. Podług wigilijnych standardów, wokół dwunastu potraw, wyrastają bohaterowie codziennej prozy życia, nie wyłączając stałego bywalca babcinego salonu, czyt. imieninowego wuja, który właśnie opowiedział jedną ze swoich nieśmiesznych historii i zaśmiewa się zeń rubasznie, krztusząc się przy tym śledziem. Odświętna serdeczność udziela się prawie wszystkim, zewsząd sypią się komplementy, nawet ciocia pochwaliła sweter taty. Raz na jakiś czas ogólny ryk śmiechu po kolejnym dowcipie wuja, kawałeczki jedzenia lecą z ust. Jednym słowem – raj. Tylko troszkę z młodym problem, nieposłuszny jest, ale trudno. Taki wiek. Ale jak to? Wy nie wiecie? On jest w Młodzieży Wszechpolskiej!

Zapadła głucha cisza. Dziadek nerwowo zamrugał. Babci wyrosły kolejne zmarszczki na twarzy. Dwie trzecie stołu spojrzało na młodego, który tylko wywrócił oczami – ciocia jest zniesmaczona, babcia nie rozumie, ojciec ciągle nie dowierza. Dlaczego? Przecież jeszcze nie tak dawno, bo w 2004 roku, urządził swemu jedynakowi sesję zdjęciową na tle flagi Unii Europejskiej. Chodzili razem na wybory, żeby wiedział, co jest podstawą demokratycznego społeczeństwa. A wszystko po to, żeby kiedyś został porządnym człowiekiem, a nie jakimś faszystą! Po chwili widelce i noże znów poszły w ruch, jednak jakoś dziwnie, w zwolnionym tempie. Babcia odchrząknęła. Namącili mu w głowie, pomyślała, bzdur nakładli, cholera, ona przecież dobrze pamięta taką „młodzież” ze swych lat dziecięcych. No, przynajmniej pamięta, jak o niej myślała, kiedy wstępowała do PZPR, bo babunia rocznik czterdziesty piąty, po prostu lubi tak sobie czasem pomyśleć. Młody siedział z dumnie uniesionym czołem, gotowy do słownej bitwy o swoje ideały. Gdy poczuł, że siedząc tak od minuty, wygląda dość głupio, przeszedł w cyniczny uśmieszek. Wiadomo, lewacka rodzina, kolacja lewacka, w ogóle Wigilia lewacka i wszystko przeciw niemu, ale on jest pewny swego i nigdy się niczego nie wyprze. Zła dziurka. Zakaszlał głośno. Denuncjacja wyrodnego potomka rozsnuła niezręczne milczenie.

Ciszę przerwał, a jakże, wuj. I nikt się nie spodziewał, nie mógł się spodziewać, że ten imieninowy grubas ośmieli się zażartować w takiej chwili! Sztućce znowu zatrzymały się w połowie drogi do ust. Żart był o kobietach, skandaliczny, przy tym zupełnie niespodziewany i niezwiązany z niczym. Wszyscy zawiesili się na parę sekund, po czym jednocześnie ryknęli śmiechem. Nawet ta kuzynka, feministka, pacyfistka, ekologiczna aktywistka. Dowcipniś otarł wąsy ze śmietany. Rozmowy wróciły na babciny stół. Ktoś rozbawiony parsknął świńsko, babcia zaczęła wypytywać młodego o szkołę. Raj powrócił. W te święta warto pamiętać o wujach i ich poświęceniu. Bo bez nich mogłoby być naprawdę strasznie.

Mateusz Parkasiewicz

Tagged with:
 
Set your Twitter account name in your settings to use the TwitterBar Section.