Dark – następny z kolei oryginalny serial Netflixa. Tym razem, produkcja niemiecka, skupiająca się głównie na rynku europejskim. Pojawiające się w niezmiennym tempie nowości tejże  platformy, przykuwają nieustanną uwagę coraz większej, i coraz bardziej zróżnicowanej, grupy widzów. Niektóre angażują i przykuwają uwagę na dłużej – jak Mindhunter czy The OA – interesującą tematyką i podejściem do przedstawienia bohaterów i ich motywacji, a inne tracą impet, mimo ciekawej historii, już po paru odcinkach – jak The Crown, czy Get Down. Jednakże, sam Netflix, jak dotąd, wychodzi obronną i coraz bardziej wpływową, ręką z całego zamieszania. Patrząc z perspektywy wyników finansowych, coraz bardziej rozbudowanej oferty w krajach Europy Środkowej i Wschodniej, czy coraz śmielszych planów tworzenia nowych, ryzykownych produkcji na mniej dochodowych rynkach.

Dark – serial niemiecki, niezmiennie i z naciskiem promowany jako europejska odpowiedź na Stranger Things, co może początkowo nie budzi większych zastrzeżeń – w obu serialach warstwa stylistyczna ma ze sobą wiele wspólnego, począwszy od przyrody, która metafizycznie zapowiada nadejście ‚czegoś tajemniczego’ poprzez ciemne, czasami mroczne ujęcia – jednakże, patrząc uważniej, oprócz tematyki s-fi i  przeniesienia ciężaru historii na grupę nastoletnich dzieciaków (co w Dark tylko początkowo stanowi punkt wyjścia opowieści) nic więcej seriali tych nie łączy. Oba uderzają w dwa różne tony, pierwszy –  w mroczny, bardziej dojrzały – drugi – w bardziej spod znaku Kina Nowej Przygody, która pomimo niebezpieczeństw rzucanych pod nogi bohaterów, musi skończyć się happy endem. Dark jest zdecydowanie serialem wciągającym, pomimo powolnie snujących się i wprowadzających nas w historię pierwszych epizodów. Nie jest to serial zaskakujący, na pewno nie nowatorski, jego siła rozłożona jest pomiędzy bohaterów. Cechą wyróżniającą serial jest również sam klimat – duszny, ciężki, niespokojny, drażniący – co ciekawe, gdyby się go pozbyć, Dark straciłoby wiele na swojej wartości. Klimat jest tutaj swoistym rodzajem koła napędowego świata przedstawionego. Sam serial przedstawia nam senne, niczym niewyróżniające się niemieckie miasteczko, ostoję spokoju i bezpieczeństwa, które zostaje nagle wyrwane z letargu zaginięciem chłopca. Schemat fabularny znany od lat, nieustannie powtarzany, niejednokrotnie źle wykorzystywany. Teoretycznie nic, co mogłoby przykuć na dłużej naszą uwagę. Sam zwiastun już jednak, igrający delikatnie z mistyką i mrokiem pojawiającym niespodziewanie w szarym, nudnym miasteczku, wywiera wrażenie, że to co widzimy, nie jest naprawdę tym czym – pozornie wydawałoby się – jest. Kolejna cecha – igranie z nami, naszymi interpretacjami, domysłami, i choć szybko sami wpadamy na odpowiednie tory prowadzące do końca tej historii, to naprawdę dużą frajdę sprawia to, jak kreatywnie twórcy podeszli do prób wodzenia i uwodzenia nas. Wraz z rozwojem fabuły pojawia się zabawa czasem, korelacja przeszłości, przyszłości i teraźniejszości, plątanina linii czasowych i bohaterów. Mimo tego, przedstawiona historia nie staje się chaotyczna. Wbrew wszystkim plot twistom, próbom otumanienia widza, przeczuwamy jak wszystko się skończy, kto okaże się kim, co jest czym, wszystko jest jasno i klarownie zakończone. Każdy wątek jest wyjaśniony, a finał jest na tyle otwarty, że drugi sezon jest tylko formalnością. Trzeba zaznaczyć, że osoby nastawione na historię opartą na nieustannych cliffhangerach, chociażby jak w serialu Lost, mogą poczuć się lekko rozczarowane.

Dark i Stranger Things, dwa różne podejścia – pieczołowicie wykreowany świat przedstawiony kontra gra na nostalgii lat 80. Dwie pozycje, które przykuwają uwagę – nie burzą wcześniej utartych schematów, lecz wykorzystują je na swoją korzyść. Dla mnie, rundę dotyczącą sezonu I wygrywa bezapelacyjnie Dark, który uwodzi ponurą koncepcją świata, bohaterami czy zabawą klasycznym kinem S-fi. No i, punkt ostateczny – cały soundtrack jak i montaż samego dźwięku. Idealny przykład tego, jak idealnie dopasowana muzyka, tutaj błądząca po dekadach XX i XXI wieku oddziałuje i progresuje niesamowitymi wibracjami. Pytanie nasuwające się końcowo to, to czy Netflix nieopatrznie nie stworzył serialu lepszego od tego, do którego jest tak chętnie porównywany – do Stranger Things. Tylko, czy zostanie on zauważony na rynku amerykańskim i wzbudzi zainteresowanie, chociaż w połowie podobne do tego, jakie wywołał powyżej wymieniony serial, biorąc pod uwagę gusta Amerykanów i ich niechęć do wszystkiego, co brzmi obco?

Magda Przepiórka

Tagged with:
 
Set your Twitter account name in your settings to use the TwitterBar Section.