|
,,Chrześcijaństwo nie wymyśla wszystkiego od nowa, lecz raczej próbuje schrystianizować, nadać nowy sens świętom i gestom, które występują już na tym świecie’’, czyli skąd się wzięło drzewko świąteczne i obdarowywanie się prezentami. Druga część rozmowy z prof. UAM dr hab. Kazimierzem Ilskim o celebrowaniu Świąt Bożego Narodzenia.
– W starożytności z 24. na 25. grudnia obchodzono Saturnalia. Data ta nieprzypadkowo została przejęta przez chrześcijaństwo jako data narodzin Chrystusa? Co oznaczała ona w czasach pogańskich?
– Liczne kultury Wschodu oraz te zgromadzone wokół Morza Śródziemnego, jak i poza tym regionem, potrafiły docenić punkty zwrotne ze względu na zjawiska atmosferyczne, np. zjawisko równonocy czy najkrótszego dnia. W starożytności budowano pewne instrumenty, które pozwalały dokładnie obliczyć i wyznaczyć te punkty zwrotne w sensie geograficznym. To zwykle obrastało pewną mistyką, prowadzącą do zachowań religijnych. Osobiście mogę powiedzieć, że o tej porze w grudniu czuję się źle, bo jest za mało światła. Jak zaczyna go przybywać, choć niewiele, to zaczyna wzrastać we mnie nadzieja. Uzasadnienie religijne przyłączone do takiego fizjologicznego zachowania wydaje mi się bardzo częste, przemawia do wyobraźni, jest łatwe do zaakceptowania. A więc nie tylko Saturnalia, lecz cały szereg innych świąt związanych z kalendarzem cyklicznym był stosowanych przez różne kultury. Saturnalia obchodzone były w specyficzny sposób, tj. obdarowywano się prezentami, obecne było zielone drzewko przyozdobione orzechami, wypiekami, kolorowymi wstążkami. Wszystko to pasuje do obrazu naszych sposobów celebrowania Świąt Bożego Narodzenia.

– Czyli oprócz daty, chrześcijaństwo przejęło od pogan także symbolikę?
– Mimo iż jestem zwolennikiem racjonalnego obliczenia daty tego wydarzenia, to nie jestem głuchy na aspekty synkretyczne. Chrześcijaństwo nie wymyśla wszystkiego od nowa, lecz raczej próbuje schrystianizować, nadać nowy sens świętom i gestom, które występują już na tym świecie. Proces ten wydaje się prawdopodobny w czasach cesarza Konstantyna Wielkiego, który był zwolennikiem kultu Heliosa i do pewnego momentu nosił nawet w tytulaturze tytuł Heliosa. Potem przeszedł z wolna na pozycje chrześcijańskie i ostatecznie pozwolił się ochrzcić. Oczywiście, w jego wyobraźni i w wyobraźni chrześcijan z jego bliskiego otoczenia chrystianizuje się pewne znane gesty i obyczaje. Wydaje mi się to dość przekonywającym argumentem.
– Skąd wzięły się znaczenia symboli obecnych w czasach pogańskich, które i my przejęliśmy w procesie chrystianizacji? Np. w symbolice drzewka? Czy dla starożytnych było ono identyczne jak dla nas?
– Tak, ale trzeba myśleć o tym także na innym poziomie, jeszcze szerzej. Dlatego, że to, co jest naszym wyobrażeniem, np. to, co przypisujemy do choinki, zwykle do świerku, choć dzisiaj są i inne gatunki, to jest funkcja przejęta z tradycji bawarskiej i jej pewnych obyczajów, a jest to tradycja krótka. W niektórych środowiskach ma sto lat, w innych jest młodsza. Nie wyklucza to jednak wielkiego przywiązania do mitu drzewa. Znamienna jest tu opowieść apokryficzna mówiąca o ucieczce świętej rodziny przed prześladowaniami Heroda Antypasa do Egiptu. Podczas wędrówki przez pustynię Święta Rodzina, spragniona i głodna zatrzymuje się pod palmą. Opowieść ta zawarta w Ewangelii pseudo Mateusza odbija historię, według której pod tą palmą rozgrywa się scena dramatyczna. Maryja grymasi, Józef ma jej to za złe, a Jezusek, choć mały, zwraca się do palmy i mówi, żeby się pochyliła w taki sposób, ażeby oni mogli się napić. Czy to z kieszonek palmy, czy też spod korzeni nagle wypływa woda, więc piją ją nie tylko ludzie, lecz także zwierzęta. Palma pochylając się, użycza swoich owoców, to są takie dary, które ewidentnie pochodzą z drzewa i jednocześnie przyozdabiają je.
– Więc drzewo ma symbolikę nie związaną wyłącznie z Bożym Narodzeniem?
– Można powiedzieć, że w licznych kulturach drzewo staje się osią świata, łączy świat bogów i ludzi, np. bogowie olimpijscy spotykają się w koronach drzew, a to w dębach, a to w innych gatunkach, na Wschodzie w cyprysach. Tych kilka czy kilkanaście szlachetnych gatunków drzew możemy wyznaczyć i nadać im etykietę religijną. Jeśli odnieślibyśmy się to Starego Testamentu, to znajdziemy przecież scenę boskiej epifanii, która dokonuje się w raju na drzewie. W Księdze Rodzaju jest mowa o tym, że zamieszkujący raj ludzie nie będą jedli owoców jednego z drzew. Ewa i Adam łamią ten zakaz. Do tego potem nawiązują Ojcowie Kościoła, mówiąc: widzicie, na tamtym drzewie była zdrada, ale na innym drzewie jest odkupienie. I nie stosuje się zwrotu, że na drewnie czy na belce Krzyża. Mówi się na drzewie, jako o drzewie żyjącym, na którym ten najdoskonalszy owoc boskiej epifanii, czyli Jezus, wisi. Drzewo wplecione jest w tak wiele różnych kontekstów, że pojawienie się go w bliskości narodzin Chrystusa wydaje się być bardzo naturalne. Do dnia dzisiejszego drzewo ma szczególne znaczenie. W Grecji matki wkładają do kołyski dziecka świeżo zerwaną gałązkę oliwną. Tak jak w starożytności wierzą, że trzeba chronić dzieci przed Mojrami, albo wierzyć, że te Mojry mają spełnić los od samego początku do końca, tak, by nikt się nie wtrącał, a tylko bogowie decydowali o losie narodzonego człowieka. Więc znowu pojawia się drzewo, tym razem w postaci małej gałązki.
Z prof. Kazimierzem Ilskim rozmawiała Weronika Krystoforska
grafika: Jana Rutkowska
Zobacz także na portalu Kontra:
|